sobota, 21 listopada 2020

44. Pisane nocą

 Powoli przestaję wyrabiać. Gdzieś ulotnił się mój wrodzony optymizm. Siedzę w domu, bo "drogi budują, a pójść nie ma dokąd", jak mawiał Jan Himilsbach. Mąż w obcych landach, syn, synowa i dzieciaki z troski  omijają mnie szerokim łukiem, więc nie bardzo jest do kogo gębę otworzyć. W zasadzie nie mam co robić, bo ileż można czytać? 

Raz w tygodniu dzwonię  do cioci, która ma taką sklerozę, że rozmowa toczy się albo o tym, co było pół wieku temu, albo są to moje odpowiedzi na ciagle te same pytania.  Druga ciotula jest sprawna umysłowo i z nią też raz w tygodniu urządzam sobie pogawędkę. Tyle naszego. To są ostatnie dwie osoby, które pamiętają czasy i ludzi mojego dzieciństwa. Kiedy ich zabraknie  w zasadzie nie będę miała komu powiedzieć: "A pamiętasz?...".

Nie mogę spać. Już nie pamiętam, kiedy udało mi się zasnąć przed 4 rano. Nie pomagają żadne waleriany czy melatoniny.  Jestem tym zwyczajnie zmęczona. 

Mimo że staram się nie słuchać programów informacyjnych, to nie udaje mi się odciąć od wiadomości, które stresują, wywołują obawy czy po prostu lęk.

Ciężki czas. Trudno mi zobaczyć jakąś jasną stronę rzeczywistości.


sobota, 31 października 2020

43. Urywki, fragmenty...

 Wychodzę z domu tylko wtedy, gdy muszę. To znaczy po zakupy i do biblioteki.  A! I jeszcze żeby śmieci wyrzucić. Oczywiście posegregowane, choć nie do końca wierzę, że w efekcie finalnym nie trafiają na wspólne wysypisko.

Czytam. Jakiś czas temu koleżanka, która lubi tak zwane obyczajówki,  poleciła mi Marzenę Rogalską, jako znakomitą autorkę. Znając tę panią z programów telewizyjnych, jakoś bez przekonania podeszłam do propozycji sięgnięcia po jej książki.  W czwartek byłam w bibliotece i zupełnie przypadkiem sięgnęłam  po jedną z nich. Sięgnęłam, bo książka leżała na skraju stołu. Już w domu zorientowałam się, że autorką jest Marzena Rogalska. W recenzji na okładce Katarzyna Grochola napisała: To nie dziennikarka telewizyjna Marzena Rogalska napisała książkę.To Pisarka Marzena Rogalska pracuje w telewizji.

 Przyznaję Katarzynie Grocholi rację. Jeszcze nie wiem, co sądzić o fabule, ale warstwa językowa jest świetna. 


Pada. Już drugi dzień prawie bez przerwy leje. Teraz już wiem, że moja złamana, a potem dwa razy operowana ręka pewnie  zawsze będzie swoistym barometrem. A miałam nadzieję, że jednak uda mi się wrócić do formy. Niestety, to już chyba nie w tym wieku.


Zawsze chodziłam na protesty, a teraz siedzę w domu. Chodzi moja najstarsza wnuczka. Wczoraj była w Warszawie. Wyjechała ze Szczecina  o czwartej rano i do późnego  wieczora była na nogach. Mimo swojej niepełnosprawności. Trochę mi wstyd, że ona chodzi na te "spacery", a ja siedzę w domu, ale kiedyś mi napisała: Spoko, Babcia. Ja walczę w imieniu wszystkich. 

Jestem z niej bardzo dumna.  

  Zamknęli cmentarze. W sumie to można się było tego spodziewać. Tyle tylko, że nikt nie myślał, że informację podadzą w piątek po południu i że zamkną wszystko na trzy dni. Jedni płaczą, bo zostaną z towarem, który do  wtorku zwiędnie i zgnije, inni, bo nie zdążyli pójść na groby swoich bliskich. 

Myślę, że gdybym pojechała na groby Rodziców i  mogła jedynie stanąć pod bramą cmentarza, to byłoby mi bardzo przykro. 

W poniedziałek przyjdzie do mnie maturzysta, żeby omówić "Przedwiośnie". Jak ja nie lubię  Zeromskiego! Te wszystkie popioły i rozdarte sosny zawsze mnie potwornie nudziły. Ale jak mus, to mus. Muszę sobie przypomnieć Baryków i Gajowca. 

Serdeczności dla Was!



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

środa, 14 października 2020

Wizyta Smutnej Pani

 
Przyszła Smutna Pani i przysiadła gdzieś na skraju mojej przestrzeni. Spoglądała w jej głąb i z każdym dniem robiła krok do przodu. Najpierw spotkała Wojtka. Może był Jej potrzebny dobry informatyk? Tego samego dnia nieznoszącym sprzeciwu gestem zaprosiła do siebie panią Stasię. Widać GDZIEŚ TAM  trzeba było posprzątać długie korytarze. Takie, jakie były w mojej podstawówce. A może TAM nie sprawdziła się nasza koleżanka Elżbieta, która przeszła na służbę u Smutnej Pani kilka tygodni temu? 

Z dnia na dzień była coraz bliżej. Tym razem  zobaczyła małą Marysię i pewnie stwierdziła, że z takim dzieckiem będzie  jej weselej. Wzięła ją za malutką rączkę i poszły...  Może będą chodziły na długie spacery? Może teraz Marysia ma towarzystwo innych dzieci, które opuściły swoich rodziców?

Na koniec Smutna Pani przysiadła na łóżku naszej Eluni zwanej w rodzinie Lalunią, bo od dziecka była śliczna i miła. Siedziała i patrzyła, milcząc. W końcu zabrała ją ze sobą, bo tego dnia GDZIEŚ TAM  odbywały się imieniny ojca Laluni. Może ojciec tęsknił za najstarszą córką?...

Pięć osób w przeciągu trzech tygodni...

piątek, 21 sierpnia 2020

41. Nocna mara

 Przygotowując wystawę przez dobre dwa tygodnie pracowałam w nocy, bo w dzień się nie dało. Spisywałam wywiady, dziubałam teksty, przygotowywałam napisy do filmu promujacego wystawę i nawet nie zauważałam, że za oknem robi się widno. Potem było kilka godzin snu, a w dzień jakieś domowe zajęcia wykonywane "brajlem", bo oczy zaspane, a głowa dziwnie pusta. Tak mi się przez to wszystko dobowy rytm przestawił, że teraz nie spię po nocach. I jeszcze te temperatury, przy których można się ugotować! 

No i kiedy tak nie mogę spać, to czytam, szperam w necie, bo może trafi się gdzieś jakiś fajny ciuch, oglądam filmy - ostatnio " Trzy dni i jedno życie"  - przerażajacy temat, a film taki sobie -  i cieszę się, że nie muszę nastawiać budzika. To jest najprzyjemniejsza strona bycia na emeryturze.🙂

sobota, 8 sierpnia 2020

40. O wystawie

 Mam przyjaciela, fotografa- portrecistę.  Od razu mówię, że na technice fotograficznej znam się jak pies na gwiazdach i  w sumie nie wiem, co to jest artystyczny portret. Ważne, że  on wie. 

Wymyślił sobie, że w tych trudnych czasach zrobi wystawę, której tematem będzie człowieczeństwo i  - pewnie z braku innych możliwości - zaprosił mnie do współpracy. Moja robota polega na odsłuchaniu rozmów, które Fotograf prowadzi ze swoimi modelami, zapisaniu ich słowo w słowo, a potem zredagowaniu krótkiej wypowiedzi, która będzie stanowiła integralną część portretu. I takim to sposobem w moim domu zagościło sześćdziesiąt osób, których twarzy nie znam, a którzy zwierzają mi się ze swoich przemyśleń na temat istoty człowieczeństwa. Opowiadają o swoich doświadczeniach, często trudnych, bolesnych. Czuję się trochę tak, jakbym podsłuchiwała. A potem muszę zaingerować w ich słowa, "wygładzić" je, trochę odebrać indywidualność. W poniedziałek  zobaczę twarze moich gości i dopasuję do nich słowa, które wypowiedzieli. Obok portretów pojawią się kartki z dość intymnymi wyznaniami. To tak, jakby tych ludzi pozbawić ubrania. Staną  nadzy i bezbronni przed widzami. Nie będą mieli możliwości zareagowania ani na słowa zrozumienia, ani nagany. 

Najbardziej boję się chwili, w której stanę z nimi twarzą w twarz. Pewnie będę musiała coś powiedzieć. Tylko co?...

Człowieczeństwo to trudny temat. A jak Wy rozumiecie to pojecie? Jakie zachowanie  jest ludzkie, a jakie  nieludzkie?

 

piątek, 17 lipca 2020

39. Plan pięcioletni

Mój przyjaciel od kilku lat powtarza, że to nasza ostatnia dekada. Ostatnia dekada życia - żeby nie bylo wątpliwości. Z racji jego i mojego wieku jest to z każdym rokiem coraz bardziej prawdopodobne, więc założyłam sobie taki oto plan pięcioletni: 
1. Z mojej przestrzeni znika telewizja informacyjna. Żadnej polityki, żadnych klęsk żywiolowych i wypadków.
2. Czytam tylko kryminały i inne odmóżdżacze.
3. Częściej niż dotychczas odwiedzam teatr i wszelkie konzerthausy. Byle nie te z disco polo.
4. Robię tylko to, na co mam ochotę.
5. Żyję we własnym świecie i tylko w nim.

poniedziałek, 6 lipca 2020

38. Skutki awarii telewizora


Zdechł nam telewizor. Właściwie to mi zdechł, bo mąż pojutrze wyjeżdża na dwa miesiące i będzie sobie oglądał (albo nie) telewizję w obcym landzie. Teraz robią takie sprzęty, które działają niezawodnie, ale krótko. Ponoć to celowe działanie, żeby gospodarka się kręciła. Nie mam pojęcia, czy tak jest faktycznie. Może to kolejna teoria spiskowa ? Ostatnio, w związku z pandemią te opowieści dziwnej treści mnożą się jak grzyby po deszczu, więc jedna mniej, jedna więcej już mi nie robi różnicy.

Ale do brzegu. No więc trochę mi bez tego gadającego pudła będzie cicho i głucho, ale jakoś mnie to specjalnie nie smuci, bo ostatnio nie mam ani siły, ani ochoty na kontakty ze światem zewnętrznym. Nie mam siły, żeby wysłuchiwać o tych wszystkich sporach, o tym, kto da więcej, kto kłamie, a  kto tylko mija się z prawdą. Mam dość agresji i dyskusji o tym, czy pan (p)rezydent okazał miłosierdzie pedofilowi, czy też jego ofierze. Bo jak zauważyłam, jedynie słusznych punktów widzenie jest przynajmniej kilka.

Zostanę sobie więc bez tych emocjonujących wiadomości i dywagacji, oszczędzając swoje stargane przez życie  nerwy. Zajmę się sobą. Wrócę do codziennych ćwiczeń, bo od operacji ręki minął już ponad miesiąc i pora pogodzić się ze stanem faktycznym.  Uszyję dywanik do sypialni, wysprzątam mieszkanie, będę dużo więcej czytała i wreszcie  nadgonię zaległości na szarada.pl. W soboty będę chodziła do katedry na koncerty organowe, a  jak się zbiorę w sobie, to w środy i piątki zahaczę o znajoma kawiarnię, w której jest muzyka na żywo. Trzeba popierać swoich, prowadzących małe biznesy.

Może nawet zdobędę się na to, żeby któregoś dnia pojechać nad morze? Oczywiście pociągiem, bo nie mam auta ani chęci jego posiadania. A morze kocham całym sercem! Wzrusza mnie i już!