sobota, 14 marca 2026

205 Czekanie na nieszczęście

 TK mam za sobą. Zabawne,  bo w ościennym miasteczku dostałam przed badaniem do wypełnienia ankietę, składająca się z JEDNEJ strony. Okazało się  też, że badanie nie wymaga podania kontrastu.  Tam, gdzie w efekcie TK mi nie zrobili, ankieta miała cztery strony. W sumie to mało istotne. Teraz ciekawi mnie wynik i to, co potem. 

Póki co żyję w nieco zwolnionym tempie, bo jedna grupa skończyła kurs i tylko dwa razy w tygodniu pracuję do 20.00. Oczywiście  nie od rana, ale dzień rozbity, bo   zajęcia z  jedną grupą mam o 10 rano, a kolejne o 18.30.  Tak sobie jeżdżę w tę i spowrotem. 

Od kolejnego poniedziałku będę jeździła  pół godziny w jedną stronę na lekcję, trwającą 45 minut. Ale zrobię to z przyjemnością, bo kursant jest  fantastycznym człowiekiem i bardzo go lubię. Dla samych spotkań z nim - warto.

Znacie pewnie historię kobiety z Siemianowic, którą rodzice więzili przez kilka dekad w mieszkaniu. Zdrową, normalną dziewczynę.  Po leczeniu w szpitalu, wróciła do domu i dalej jest zamknięta, odosobniona. Rodzice nawet nie zostali przesluchani, że o postawieniu im zarzutów nie wspomnę. A przecież podstawowym prawem człowieka jest prawo do wolności. 

Nasz A. - ewidentnie chory człowiek - korzysta z tego prawa w pełnej rozciągłości.  Problemem jest nie tylko zdrowie psychiczne, ale i paskudna rana na nodze. Nie ma sposobu, żeby namówić go nawet na zmianę opatrunku, a co dopiero  na wizytę u lekarza. W jego chorej głowie  lekarz to wróg.  Więc czekamy na nieszczęście. Może ktos złapie go na kradzieży i tym sposobem trafi do szpitala? A może znajdą go półżywego gdzieś na ulicy i zawiozą na SOR?  Ale i stamtąd muszą go wypuścić,  jeśli wypowie magiczne słowa: "Nie wyrażam zgody".

Bo człowiek  ma prawo decydować o swoim życiu lub śmierci.  Nawet człowiek  chory psychicznie. Jest jeszcze jedno wyjście. Można taką osobę leczyć wbrew jej woli, jeśli chory kogoś zaatakuje lub zabije. No to czekamy na rozwój wydarzeń.