poniedziałek, 20 lipca 2026
219 Przyszła pora na laptop
niedziela, 12 lipca 2026
218 Ogarniam albo i nie
Siedzę w domu, więc postanowiłam zrobić porządki w szafach. Prawdę mówiąc mam ochotę wziąć wielki wór i tak jak leci wywalić do niego wszystko: jakieś obrusy, serwetki, bieżniki, których od lat nie używam, pościel. Dużo tego. Coś tam po mamie, więc pamiątka. Serwetki zrobione własnoręcznie przez przyjaciółkę, inne są prezentem od kogoś innego. Od dwudziestu lat zalegają w szafie. Obrusy wystarczą trzy - jeden na niedzielne obiady, drugi na święta, trzeci na co dzień, żeby mąż nie rozlewał kawy bezpośrednio na nasz stuletni (a może nawet starszy) stół. Dwie zmiany pościeli też wystarczą (mam cztery). Plus jedna zmiana dla ewentualnych gości. Do tego kilka prześcieradeł. Ręczników i kuchennych ścierek też mam cały stos. Kiedyś kupowało się to wszystko na zapas, a teraz te zapasy leżą. Wyrzucić żal - nie wiadomo dlaczego, przechowywać - nie ma sensu. No i tak siedzę w pokoju, patrzę na wybebeszoną szafę, na stosy szmat, z którymi coś muszę zrobić.🤦♀️
Też macie takie "zapasy" wszelkiego dobra?
czwartek, 2 lipca 2026
217 Wakacje
Pierwszy dzień wakacji. Trochę wymuszony, bo tak naprawdę powinnam być dziś w pracy, ale stwierdziłam, że "powinnam" to nie "muszę".
Przez lipiec i sierpień będę miała tylko jedne zajęcia w tygodniu. Odkąd znowu zaczęłam pracować, nie pamiętam takiego roku, żebym miała tyle wolnego w wakacje. Z jednej strony się cieszę, bo po prostu odpocznę. Z drugiej trochę mi smutno, bo coś czuję, że czas mojej aktywności powoli się kończy, a to jakoś nie napawa optymizmem.
Na razie muszę się wyspać, wyprasować to, co czeka na swoją kolej, kupić jutro kwiatki na balkon. Taki mam plan na najbliższe dni.
wtorek, 23 czerwca 2026
216 Tato
Mój tata skończyłby w tym roku 102 lata. Nie ma go tyle lat, ile żyje moja Średnia.
Jestem do niego niesamowicie podobna fizycznie. Do tego stopnia, że dziewczyna, która nigdy go nie widziała (a mnie znała całe dwa dni) rozpoznała tatę wśrod innych ludzi.
Tata był wielbicielem Sienkiewicza, którego ja szczerze nie lubię i zawsze się kłóciliśmy o wartość jego prozy. Ja zawzięcie, tata spokojnie. Tak, jakby chciał powiedzieć, że kiedyś dorosnę to "Trylogii". Bo to ją wielbił. I "Krzyżaków" od których niedobrze mi się robiło, bo omawiałam tę lekturę z dziećmi zawsze, gdy miałam siódmą klasę.
Przez ostatnich kilka lat rozmawialiśmy niemal codziennie. Tata był gadżeciarzem i dość szybko miał komórkę, więc kiedy po pracy szedł na spacer, dzwonił do mnie. Gadaliśmy o jego i mojej pracy, plotkowaliśmy o rodzinie i znajomych, o lokalnej polityce.
Praca... Tata pracował od 17 roku życia, kiedy to wiadomo-kto wywieźli go do niewolniczej pracy w tartaku pod Hannoverem aż do przedostatniego dnia życia. W piątek pracował, w niedzielę zawiozłam go na planowaną operację, a w poniedziałek, po operacji, wziął i umarł. Czasem myślę, że poszedł na drugą stronę, żeby nie robić mi kłopotu. Gdyby żył, przeprowadziłabym się do niego. Wiedział o tym i może chciał mi tego oszczędzić? Nie wiem i nigdy się tego nie dowiem.
A te codzienne spacery miał na receptę. Tata był bardzo zdyscyplinowanym pacjentem, więc kiedy po udarze lekarz powiedział, że jeszcze wróci do pełnej sprawności, to wrócił, a jak mu kazał codziennie dwie godziny spacerować, to spacerował. Niezależnie od pory roku. Zimą przez śnieg, z latarką w ręce. Bo lekarz kazał.
Tata był radcą prawnym. W małym palcu miał prawo pracy, rolne, oświatowe i licho wie jakie jeszcze, bo w Urzędzie Gminy wszystko było potrzebne.
Uwielbiały go kobiety, bo każdej zawsze potrafił powiedzieć coś miłego, zawsze zauważał nową fryzurę albo dobrze napisane urzędowe pismo. Mama z przekąsem mówiła, że ona to by mogła od fryzjera przynieść głowę pod pachą i tata by tego nie zauważył, a u innych widzi wszystko. Ale wiem, że mówiła to z uśmiechem.
Tak mi się to wszystko przypomniało, bo trafiłam w necie na rolkę pewnego satyryka, który wspomina dziś swego tatę. Wszak mamy Dzień Ojca.
Dzięki Ci, TATO!❤️
sobota, 20 czerwca 2026
215 Pożegnanie
Pierwszy raz uczestniczyłam w pochówku, który był prowadzony przez księdza i mistrzynię świeckiej ceremonii pogrzebowej. Okazuje się, że można te dwa rodzaje obrządku nie tylko pogodzić, ale że one świetnie się uzupełniają. Całości dopełnił krótki koncert na gitarę i klarnet - przyjaciele zagrali nad grobem Rysia jego ulubione utwory. A potem jakoś nikomu nie spieszyło się do domu. Gadaliśmy, wspominaliśmy i dopiero wymowne spojrzenia panów z zakładu pogrzebowego i nadchodząca burza wygoniły nas z cmentarza.
Zostawił Rysiu w każdym z nas cząstkę siebie.
środa, 17 czerwca 2026
214 Ponieistnieć
W jakiejś rolce na fb usłyszałam to słowo: "ponieistnieć". Padło w kontekście depresji i bardzo mi się spodobało. Ponieistnieć. Wylogować się na chwilę. Zresetować i wrócić. Bardzo trafny neologizm.
Zimno jest i deszczowo. Podobno taki powinien być czerwiec. Przynajmniej tak twierdzi w tv jakaś pani od pogody, ale ja pamiętam piękne, słoneczne i ciepłe czerwce, kiedy siedzenie w klasie było torturą, a czereśnie i truskawki smakowały najlepiej. I ta perspektywa wakacji!
Dałam sobie dziś utoczyć krwi do badań i przeżyłam szok - w poczekalni punktu pobrań nie było kolejki. To absolutnie niespotykane zjawisko!
W piątek czeka mnie wizyta u Pani Kardiolog - stąd ta dbałość o biochemiczną kontrolę stanu zdrowia. Kobieta bardzo rygorystycznie podchodzi do kwestii przygotowania pacjenta do wizyty i trochę się jej boję.
W piątek odbędzie się ostatnie pożegnanie naszego kolegi. Pogrzeb organizują znajomi i (chyba) MOPR. Możecie sobie wyobrazić, że rodzina odmówiła organizacji pochówku? Kim trzeba być, żeby tak się zachować? Może On i nie był wzorem cnót. No, nie był. Szczególnie w młodości. Nie lubił mówić o rodzinie, o domu, z którego wyszedł. Miał ku temu powody. Gdyby ta rodzina była choćby tylko przeciętna, w piątek żegnałaby Go cała polska bohema, bo był niezwykle wszechstronnie utalentowany i mógł odnosić wielkie sukcesy. A tak był naszym lokalnym bardem. Artystą przez duże A.
R.I.P.🖤🌹
czwartek, 4 czerwca 2026
213 Wzruszyłam się
Przyszłam wczoraj do pracy i na biurku zastałam pudełko czekoladek z karteczką, że to dla mnie.
Zapytałam koleżankę, o co chodzi, a ona mi na to, że jedna z pań, która przyszła odebrać zaświadczenie o zdaniu egzaminu państwowego, przyniosła tę bombonierkę dla mnie. Ponoć była bardzo zdenerwowana na egzaminie ustnym, a ja pomogłam jej w opanowaniu stresu.
Nie mam pojęcia, kto to był, nie pamiętam sytuacji, ale wzruszyło mnie zachowanie tej Pani.
poniedziałek, 1 czerwca 2026
212 Dzieci mi przybyło
Długo miałam jedno dziecko. Teraz mam pięcioro - syna, synową i troje wnucząt. Dziwnym trafem udało nam się (mnie i mężowi) spędzić z wnukami niemal cały dzień. Były kręgle, jedzonko (raczej mało zdrowe) i pogaduchy. Starsi byli zajęci na budowie domu. 🤷♀️
Nie było prezentów na Dzień Dziecka, ale był wspólny czas. Bardzo rzadko udaje nam się zgrać grafiki tak, żeby można było spokojnie usiąść, zjeść, pogadać. Praca, szkoła, studia, treningi wypełniają dni, tygodnie, a czas leci...
Dostawaliście prezenty na Dzień Dziecka? Ja chyba nie, bo niczego takiego nie pamiętam.
wtorek, 26 maja 2026
211 Nie ma jak u mamy...
Tak naprawdę miałam dwie mamy. Rodzoną i chrzestną. Chrzestna wychowywała mnie od trzeciego miesiąca życia i nawet nie umiem powiedzieć do kiedy, bo całe Jej życie byłyśmy sobie bliskie. Odkąd telefony komórkowe stały się dostępne, co sobotę o 18.00 miałyśmy swoją "telekonferencję". Do 28 czerwca ubiegłego roku. 🖤 Do dziś, kiedy coś się wydarzy, myślę: "Muszę zadzwonić do Jańci". Ech...
Rodzonej Mamy nie mam już 21 lat.🖤
Mamą jestem od 46 lat. Tyle za kilkanaście dni skończy mój synuś. Ech...
O 7.05 napisała synowa.❤️Z poligonu. Potem zadzwonił syn.❤️Moje dzieci.
piątek, 8 maja 2026
210 Zmogło mnie
zwyczajne przeziębienie. Czwartek jeszcze jakoś przetrwałam w pracy, a od dziś zalegam w betach. Niestety, nie powinnam już pracować po 12 godzin, a poprzedni tydzień taki był. Sesja a potem wyczerpujące sprawdzanie prac. Pierwszy raz zdarzyło mi się nudzić na egzaminie ustnym! Ciągle te same dialogi, monologi, a wysłuchać i ocenić trzeba, bo to czyjś los. Coraz więcej osób chce zdawać egzamin na poziomie B2, C1, a nawet C2. To znaczy, że swoje życie organizują sobie tu.
Muszę wygrzebać się z tego dziadowskiego stanu, bo w poniedziałek mam lekcję z klerykiem w Seminarium Duchownym, a tam nikt mnie nie zastąpi. Odwoływać nie chcę, bo obojgu nam zależy na tych zajęciach. Więc teraz lipowa herbata, metafen i spać. Byle do przodu.
poniedziałek, 4 maja 2026
209 Nie jestem oryginalna
No, nie jestem, więc trochę o maturach. Moja była 49 lat temu. Kasztany kwitły, jak oszalałe... Z polskiego oczywiście piątka, z matematyki - o dziwo - trójka. Widać Pani Profesor od matematyki była dla mnie wyjątkowo życzliwa, co do dziś wspominam z ogromną wdzięcznością. Wieloletni "narzeczony", który przygotowywał mnie do tego egzaminu, przyjął ciekawą strategię wyjaśniania mi sposobu rozwiązywania równań (pamiętam, że chodziło o logarytmiczne). Otóż jeśli w pierwszej linijce jest tak, to w kolejnej musi być tak. Na pytanie: "Dlaczego"? usłyszałam, że zrozumienie tego jest poza moim zasięgiem i mam zapamiętać schemat. No i dzięki temu mam maturę! Potem były jeszcze ustne z polskiego i rosyjskiego.
Dokładnie 22 lata później w tej samej szkole zdawał mój syn. Byłam bardzo wzruszona.
Siedem lat temu zdawała Najstarsza Wnuczka. Od zawsze miała specyficzne podejście do nauki, więc i maturę potraktowała lekko. Oczywiście zdała.
Rok temu przyszedł czas na Średnią. Świetna sportsmenka, doskonała uczennica, której zawsze zależało na ocenach, więc i stres był spory. Jej i nasz. Oczywiście też zdała.
Za kolejnych sześć lat będzie zdawał Najmłodszy. Jeśli jakoś dobrnie do tego etapu, bo ten z kolei uczy się tylko tego, co go zaciekawi. Uczy się, docieka, studiuje, zaskakuje wiedzą, sprzecza się z nauczycielami o fakty. W tym czasie resztę szkolnej wiedzy traktuje po macoszemu. Z takim podejściem może mieć problem w szkole średniej.
Jestem z nich wszystkich bardzo dumna. Świat się zmienia, zasady matury się zmieniają, a stres i duma rodziców i dziadków ciagle jest taka sama. I kasztany...
piątek, 24 kwietnia 2026
208 Po co?
Po co Panu Bogu w jakimś nieznanym TAM potrzebny jest Łukasz Litewka? Czy będzie zbierał zgubione przez Anioły pióra i wtykał je w ich postrzępione skrzydła? Będzie szukał Antosiowej Mamy? Przecież oni są TU. W psim raju nie ma łańcuchów, które trzeba zdjąć z psich karków...
Tyle roboty zostało do zrobienia tu, a Tyś go, Panie Boże tak po porostu zabrał do siebie. Dlaczego? Po co?
piątek, 3 kwietnia 2026
207 Szczęśliwych świąt
Wszystkim Wam - niezależnie od wyznania i świątecznych obyczajów życzę radości, zdrowia, bliskości z Bliskimi, zieloności i wszystkich kolorów, które kochacie. Wiary, nadziei, miłości i wiosennego odrodzenia.❤️
czwartek, 19 marca 2026
206 Zezowate szczęście
Nie wiem, jak ja to robię, ale kolejny raz musiałam skorzystać z pomocy chirurga. W październiku miałam szytą ręką, a tym razem dostałam drzwiami, a właściwie klamką - solidną, metalową - w dłoń. Chciałam za ową klamkę złapać, żeby wejść do łazienki w pracy, a w tym samym momencie jakaś dziewczyna stamtąd wychodziła. Przez moment bolało, ale za chwilę zaczynałam lekcję, więc nie miałam czasu się nad sobą roztkliwiać. Potem był weekend, w niedzielę byłam na koncercie Edyty Geppert, od poniedziałku znowu zajęcia. Wczoraj wysprzątałam balkon, posadziłam w skrzynkach bratki i ręka jakby trochę mocniej spuchła. Tydzień temu siniak był wielki, ale dziś to już tylko żółciak. Mimo to, coś mnie tknęło, żeby zrobić rtg. No i okazało się, że jest złamanie z małym przemieszczeniem. Czeka mnie pięć tygodni noszenia ortezy. Zero mycia garów, okien i innych takich. Nie powiem, że się cieszę, ale... 😉
sobota, 14 marca 2026
205 Czekanie na nieszczęście
TK mam za sobą. Zabawne, bo w ościennym miasteczku dostałam przed badaniem do wypełnienia ankietę, składająca się z JEDNEJ strony. Okazało się też, że badanie nie wymaga podania kontrastu. Tam, gdzie w efekcie TK mi nie zrobili, ankieta miała cztery strony. W sumie to mało istotne. Teraz ciekawi mnie wynik i to, co potem.
Póki co żyję w nieco zwolnionym tempie, bo jedna grupa skończyła kurs i tylko dwa razy w tygodniu pracuję do 20.00. Oczywiście nie od rana, ale dzień rozbity, bo zajęcia z jedną grupą mam o 10 rano, a kolejne o 18.30. Tak sobie jeżdżę w tę i spowrotem.
Od kolejnego poniedziałku będę jeździła pół godziny w jedną stronę na lekcję, trwającą 45 minut. Ale zrobię to z przyjemnością, bo kursant jest fantastycznym człowiekiem i bardzo go lubię. Dla samych spotkań z nim - warto.
Znacie pewnie historię kobiety z Siemianowic, którą rodzice więzili przez kilka dekad w mieszkaniu. Zdrową, normalną dziewczynę. Po leczeniu w szpitalu, wróciła do domu i dalej jest zamknięta, odosobniona. Rodzice nawet nie zostali przesluchani, że o postawieniu im zarzutów nie wspomnę. A przecież podstawowym prawem człowieka jest prawo do wolności.
Nasz A. - ewidentnie chory człowiek - korzysta z tego prawa w pełnej rozciągłości. Problemem jest nie tylko zdrowie psychiczne, ale i paskudna rana na nodze. Nie ma sposobu, żeby namówić go nawet na zmianę opatrunku, a co dopiero na wizytę u lekarza. W jego chorej głowie lekarz to wróg. Więc czekamy na nieszczęście. Może ktos złapie go na kradzieży i tym sposobem trafi do szpitala? A może znajdą go półżywego gdzieś na ulicy i zawiozą na SOR? Ale i stamtąd muszą go wypuścić, jeśli wypowie magiczne słowa: "Nie wyrażam zgody".
Bo człowiek ma prawo decydować o swoim życiu lub śmierci. Nawet człowiek chory psychicznie. Jest jeszcze jedno wyjście. Można taką osobę leczyć wbrew jej woli, jeśli chory kogoś zaatakuje lub zabije. No to czekamy na rozwój wydarzeń.
wtorek, 24 lutego 2026
204 W pogoni za TK
Dziś miałam wyznaczony termin TK głowy. Czekałam zaledwie trzy miesiące, więc spoko. Na dodatek w szpitalu, który jest zaledwie półtora kilometra od domu. Zameldowałam się w rejestracji pół godziny przed badaniem, uzupełniłam ankietę, zaliczyłam pokój przygotowań, w którym pani pielęgniarka założyła mi wenflon i chwilę później znalazłam się w gabinecie TK. Kilka pytań ze strony pana, wykonującego badanie i hop pod aparat. Leżę sobie i czekam na ciąg dalszy, myśląc o tym, że muszę jeszcze pójść do sklepu zoologicznego po karmę dla wróbli, a tu otwierają się drzwi, wchodzi pan technik i prosi, żebym usiadła. Nie powiem, zaciekawił mnie. Zaczął mnie przepraszać i tłumaczyć, że nie mogą mi zrobić badania, bo... dopiero przed chwilą doczytali się na skierowaniu, że ten obszar głowy, który mi szwankuje, jest poza ich kompetencją. 🤦♀️ Mam pojechać na drugi koniec miasta, do innego szpitala, bo tam są potrzebni mi fachowcy. Wyjęli mi wenflon, oddali skierowanie, wsiadłam w autobus i pojechałam. Na miejscu cieć źle mnie skierował i zanim znalazłam wejście "N", przeleciałam się po całym szpitalnym kompleksie. W końcu trafiłam, wzięłam numerek, dotarłam przed oblicze Pani Rejestratorki. Tłumaczę, o co mi chodzi, a ona mi na to, że termin jest, owszem, ale na... grudzień. Ale jak zadzwonię do trzeciego szpitala (wszystkie kliniczne), to może nawet w kwietniu uda mi się osiągnąć cel. No wiec dzwonię. Raz, drugi, trzeci. W końcu ktoś odbiera. Więc kolejny raz mówię, czego potrzebuję i że już nie mam siły, i niech mnie zapisze na to nieszczęsne TK. A Pani na to, że 5 marca o 13 ileś tam. No to pytam, którego roku, bo przecież marzec jest za kilka dni. TEGO ROKU. ZA TYDZIEŃ. Do tej pory nie wierzę! Jeszcze tylko kolejny raz muszę zrobić wyniki i może w końcu się dowiem, co mi jest. Oczywiście, nie od razu, bo na wyniki trzeba czekać.
A potem jeszcze spotkałam synową, poszłyśmy na drobne zakupy, a potem do nich na kawę. Zrobiłam niespodziankę wnukom i synkowi.
piątek, 20 lutego 2026
203 Dłuuugi tydzień
Stokrotko, zmobilizowałaś mnie do pisania. Nigdy bym nie pomyślała, że kogoś może martwić moje milczenie. Przepraszam i dziękuję za troskę, Jagódko. 😘
W poprzedni weekend była pierwsza w tym roku sesja państwowego certyfikowanego egzaminu z języka polskiego, co dla mnie oznacza pracę po 12 godzin dziennie. Wracałam do domu o 21 i nie miałam już siły na nic. Jak się człowiek naczyta tego wszystkiego, co ludzie powypisują, to naprawdę głowa może rozboleć. Jedna z koleżanek zapisuje co zabawniejsze "kwiatki", ale prawdę mówiąc, nie wiem czy się śmiać, czy płakać. Najczęściej mam ochotę zakląć szpetnie. Najbardziej kuriozalnym przypadkiem jest pan, który kolejny raz pojawił się na egzaminie, a jego umiejętności nie wychodzą poza formułę powitania i pożegnania. Rekompensatą dla egzaminatorek jest jego świetny wygląd i olśniewający uśmiech. Wrażenia estetyczne nie zastąpią wiedzy, ale jak już facet nic nie umie, to niech chociaż wygląda.😉
Zdarzyło się też, że komuś puściły nerwy i polały się łzy. Dla wielu certyfikat oznacza być, albo nie być w Polsce, bo nie wiadomo, co 4 marca zrobi rezydent pałacu. Co podpisze, czego nie, komu pozwoli pracować, studiować i na jakich warunkach. Nigdy w życiu nie chciałabym być emigrantką.
sobota, 7 lutego 2026
202 Bezradność do potęgi
Wolność. Prawa człowieka. Prawa pacjenta. Chodzisz od fachowca do fachowca i wszędzie słyszysz te słowa. Oczywiście wszyscy rozumieją, że sytuacja jest trudna, niektórzy nawet współczują, ale wszyscy rozkładają ręce. Póki człowiek nie wyrazi zgody, nie może być leczony, hospitalizowany, a nawet zbadany przez lekarza. Chyba, że jest zagrożone jego życie lub zdrowie. Ewentualnie, jeśli swoim zachowaniem zagraża życiu i zdrowiu innych. A kto może to stwierdzić? No, oczywiście lekarz. Ale chory nie wyraża zgody na wizytę u lekarza. Kółko się zamyka.
Niedawno facet zadźgał nożem matkę. Leczył się kiedyś psychiatrycznie, więc musiał wyrazić na to zgodę. LECZYŁ SIĘ. Czyli na pewno odbył kilka wizyt u psychiatry, dostał leki. Ale czy je brał? Pewnie nie, bo uznał, że jest zdrowy. Podobno zachowywał się normalnie. Pani z warzywniaka twierdzi, że był miły, uśmiechnięty...
Oboje z Osobistym jesteśmy w głęboko kryzysowej sytuacji. Boję się każdego pojawienia się A. Po wielu przegadanych godzinach, po spotkaniach z psychologiem, psychiatrą i prawnikiem, podjęliśmy decyzję co do dalszego postępowania, ale tak naprawdę nie mam pojęcia, czym to sie skończy.
Kiedy choruje jedna osoba, choruje cała rodzina. Kiedy jest to choroba psychiczna, sytuacja jest nie do wytrzymania. Wprawdzie zarazić się nie można, ale poczucie zagrożenia momentami sięga zenitu.
A poza tym jest nieźle. Kilkanaście dni temu w Szczecinie w wyniku zimy w zimie, nastąpił koniec cywilizacji - stanęła miejska komunikacja. Niektóre linie tramwajowe do dziś mają zmienione trasy. W pamiętny poniedziałek musiałam prowadzić zajecia online, bo szefowa zabroniła mi wychodzić z domu. 😀 Była taka ślizgawica, że na SORach zabrakło szyn Kramera i gipsu. Na oddział ortopedii nie przyjmują pacjentów, bo nie ma miejsc. Mnie do tej pory udało się nie przewrócić,co uważam za sukces. Na wszelki wypadek mocno sznuruję buty i chodzę w grubym płaszczu. Taka przeciwpoobijaniowa profilaktyka. Jak fiknę, to może ubiór zminimalizuje skutki. Na odśnieżone chodniki nie ma co liczyć. A Wy jak? Mam nadzieję, że bez strat. 🥰🥰🥰
poniedziałek, 12 stycznia 2026
201 Bezradność
Jak można porozumieć sie z kimś, z kim nie ma logicznego kontaktu? Człowiek elokwentny, dobrze wychowany, ale niereagujący na to, co się do niego mówi. A właściwie reagujący, ale w przedziwny sposób. Przykład:
- Dlaczego nie otwierasz korespondencji?
- Wiesz, nie było mnie wtedy w domu, a potem tych listów nie było, i wiesz, tam nie da się tego czytać, bo wszędzie są kamery, ciągle kręcą się ludzie, a to jest poważna sprawa i trzeba czytać w ciszy, i teraz ty to przeczytaj w domu, ale jak będziesz sam.
- Zapiszę cię do lekarza (paskudna rana na nodze), pójdę z tobą.
- Nie, w Niemczech mnie nie wyleczyli, a tam jest dużo lekarzy, napisz do nich maila, to przyślą ci dokumenty. Tu nie ma takich lekarzy...
I tak w kółko na każdy temat. Pozytywna reakcja jest tylko wtedy, kiedy jemu to pasuje.
Chory człowiek, bez agresywnych zachowań, ale potwornie uciążliwy. W rozumieniu prawa nikomu nie zagraża, ma prawo decydować o sobie. Matka nie chce nawet podjąć próby umieszczenia go w szpitalu. A jak się boję dalszego ciągu.
