TK mam za sobą. Zabawne, bo w ościennym miasteczku dostałam przed badaniem do wypełnienia ankietę, składająca się z JEDNEJ strony. Okazało się też, że badanie nie wymaga podania kontrastu. Tam, gdzie w efekcie TK mi nie zrobili, ankieta miała cztery strony. W sumie to mało istotne. Teraz ciekawi mnie wynik i to, co potem.
Póki co żyję w nieco zwolnionym tempie, bo jedna grupa skończyła kurs i tylko dwa razy w tygodniu pracuję do 20.00. Oczywiście nie od rana, ale dzień rozbity, bo zajęcia z jedną grupą mam o 10 rano, a kolejne o 18.30. Tak sobie jeżdżę w tę i spowrotem.
Od kolejnego poniedziałku będę jeździła pół godziny w jedną stronę na lekcję, trwającą 45 minut. Ale zrobię to z przyjemnością, bo kursant jest fantastycznym człowiekiem i bardzo go lubię. Dla samych spotkań z nim - warto.
Znacie pewnie historię kobiety z Siemianowic, którą rodzice więzili przez kilka dekad w mieszkaniu. Zdrową, normalną dziewczynę. Po leczeniu w szpitalu, wróciła do domu i dalej jest zamknięta, odosobniona. Rodzice nawet nie zostali przesluchani, że o postawieniu im zarzutów nie wspomnę. A przecież podstawowym prawem człowieka jest prawo do wolności.
Nasz A. - ewidentnie chory człowiek - korzysta z tego prawa w pełnej rozciągłości. Problemem jest nie tylko zdrowie psychiczne, ale i paskudna rana na nodze. Nie ma sposobu, żeby namówić go nawet na zmianę opatrunku, a co dopiero na wizytę u lekarza. W jego chorej głowie lekarz to wróg. Więc czekamy na nieszczęście. Może ktos złapie go na kradzieży i tym sposobem trafi do szpitala? A może znajdą go półżywego gdzieś na ulicy i zawiozą na SOR? Ale i stamtąd muszą go wypuścić, jeśli wypowie magiczne słowa: "Nie wyrażam zgody".
Bo człowiek ma prawo decydować o swoim życiu lub śmierci. Nawet człowiek chory psychicznie. Jest jeszcze jedno wyjście. Można taką osobę leczyć wbrew jej woli, jeśli chory kogoś zaatakuje lub zabije. No to czekamy na rozwój wydarzeń.
Współczuję, okropna sytuacja. A nie ma możliwości ubezwłasnowolnienia go? Wtedy zgodę na leczenie wyraża opiekun.
OdpowiedzUsuńZasadniczą podstawą do ubezwłasnowolnienia jest fakt, że ktos taki nie jest w stanie sam sobą zarządzać. Musi to stwierdzić lekarz. A. do lekarza nie pójdzie za żadne skarby. Musiałby być nieprzytomny, żeby to się stało. Bycie kuratorem takiej osoby jest niewyobrażalnie trudne i bardzo ryzykowne, a sam proces trwały w tym przypadku kilkanaście miesięcy, a pomoc psychiatry i chirurga potrzebna jest na cito.
UsuńAle dziękuję za radę.❤️