Stokrotko, zmobilizowałaś mnie do pisania. Nigdy bym nie pomyślała, że kogoś może martwić moje milczenie. Przepraszam i dziękuję za troskę, Jagódko. 😘
W poprzedni weekend była pierwsza w tym roku sesja państwowego certyfikowanego egzaminu z języka polskiego, co dla mnie oznacza pracę po 12 godzin dziennie. Wracałam do domu o 21 i nie miałam już siły na nic. Jak się człowiek naczyta tego wszystkiego, co ludzie powypisują, to naprawdę głowa może rozboleć. Jedna z koleżanek zapisuje co zabawniejsze "kwiatki", ale prawdę mówiąc, nie wiem czy się śmiać, czy płakać. Najczęściej mam ochotę zakląć szpetnie. Najbardziej kuriozalnym przypadkiem jest pan, który kolejny raz pojawił się na egzaminie, a jego umiejętności nie wychodzą poza formułę powitania i pożegnania. Rekompensatą dla egzaminatorek jest jego świetny wygląd i olśniewający uśmiech. Wrażenia estetyczne nie zastąpią wiedzy, ale jak już facet nic nie umie, to niech chociaż wygląda.😉
Zdarzyło się też, że komuś puściły nerwy i polały się łzy. Dla wielu certyfikat oznacza być, albo nie być w Polsce, bo nie wiadomo, co 4 marca zrobi rezydent pałacu. Co podpisze, czego nie, komu pozwoli pracować, studiować i na jakich warunkach. Nigdy w życiu nie chciałabym być emigrantką.
Halinko - już po przeczytaniu pierwszego akapitu wzruszyłam się...
OdpowiedzUsuńFaktycznie nie jest łatwo być emigrantem... Tak się składa, że chodzę od kilku dni na rehabilitację kręgosłupa /straszliwie mi się zestarzał skubaniutki :-) i maltretuje mi ten kręgosłup czyli masuje na różne sposoby młodziutki Ukrainiec. Mówi przepięknie po polsku, ma dużo wiadomości z zakresu medycyny i naprawdę jest na poziomie.
Wiem jednak, że są różni emigranci... niektórzy oprócz wymagań nie mają zupełnie nic.
Nie powinnaś tak długo pracować.... przecież masz już za sobą lata ciężkiej pracy...
Serdeczności..
Masz rację, Stokrotko, że na emeryturze powinnam odpoczywać, ale lubię swoją pracę. Nie bez znaczenia są też przelewy, które wpływają na konto. Myślę, że jeśli zdrowie pozwoli, to jeszcze z rok popracuję.
Usuń❤️
Znam Ukrainkę u nas, w Irlandii, która czeka na marzec jak na szpilkach, bo ma specjalny status i nie wie, czy ochrona zostanie przedłużona na kolejny rok (dziewczyna weszła do irlandzkiego systemu edukacyjnego i od tej decyzji politycznej zależy, czy będzie mogła kontynuowała naukę, do tego skomplikowana sytuacja prywatna, rozwód w toku, nie pomaga). Z drugiej strony, są ludzie, którym zawsze jest ciężko. Ciężko w głowie. I na to trudno coś poradzić, nie jest ważne gdzie ten człowiek żyje.
OdpowiedzUsuńSą ludzie, ktorych zawsze i wszędzie coś uwiera. Takim nie dogodzisz. Niestety, teraz los Ukrainek jest naprawdę trudny. Są same w obcych krajach, rozpadają się ich małżeństwa, bo kilka lat rozłąki robi swoje, uczą się języka, prawa kraju, w którym się znalazły, mentalności... Współczuję im.
Usuń❤️
Ja też nie umiałabym być emigrantką. Mam wrażenie, że zawsze czułabym się - zależnie od okoliczności- miłym lub nieproszonym ale tylko gościem.
OdpowiedzUsuńEmigracja, szczególnie przymusowa, zabiera dużą część niezależności, a tego chyba nikt sobie nie życzy.
Usuń❤️