Nie wiem, jak ja to robię, ale kolejny raz musiałam skorzystać z pomocy chirurga. W październiku miałam szytą ręką, a tym razem dostałam drzwiami, a właściwie klamką - solidną, metalową - w dłoń. Chciałam za ową klamkę złapać, żeby wejść do łazienki w pracy, a w tym samym momencie jakaś dziewczyna stamtąd wychodziła. Przez moment bolało, ale za chwilę zaczynałam lekcję, więc nie miałam czasu się nad sobą roztkliwiać. Potem był weekend, w niedzielę byłam na koncercie Edyty Geppert, od poniedziałku znowu zajęcia. Wczoraj wysprzątałam balkon, posadziłam w skrzynkach bratki i ręka jakby trochę mocniej spuchła. Tydzień temu siniak był wielki, ale dziś to już tylko żółciak. Mimo to, coś mnie tknęło, żeby zrobić rtg. No i okazało się, że jest złamanie z małym przemieszczeniem. Czeka mnie pięć tygodni noszenia ortezy. Zero mycia garów, okien i innych takich. Nie powiem, że się cieszę, ale... 😉
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz