piątek, 8 maja 2026

210 Zmogło mnie

 zwyczajne przeziębienie. Czwartek jeszcze jakoś przetrwałam w pracy, a od dziś zalegam w betach. Niestety, nie powinnam już pracować po 12 godzin, a poprzedni tydzień taki był. Sesja a potem wyczerpujące sprawdzanie prac. Pierwszy  raz zdarzyło mi się nudzić na egzaminie ustnym! Ciągle te same dialogi, monologi, a wysłuchać i ocenić trzeba, bo to czyjś los. Coraz więcej osób chce zdawać egzamin na poziomie B2, C1, a nawet C2. To znaczy, że swoje życie organizują sobie tu.

Muszę  wygrzebać się z tego dziadowskiego stanu, bo w poniedziałek  mam lekcję z klerykiem w Seminarium  Duchownym, a tam nikt mnie nie zastąpi. Odwoływać nie chcę, bo obojgu nam zależy na tych zajęciach. Więc teraz lipowa herbata, metafen i spać. Byle do przodu.

poniedziałek, 4 maja 2026

209 Nie jestem oryginalna

 No, nie jestem,  więc trochę o maturach. Moja była 49 lat temu.  Kasztany kwitły, jak oszalałe...               Z polskiego oczywiście piątka,  z matematyki - o dziwo - trójka. Widać Pani Profesor  od matematyki była dla mnie wyjątkowo życzliwa, co do dziś wspominam z ogromną wdzięcznością.  Wieloletni "narzeczony", który przygotowywał mnie do tego egzaminu, przyjął ciekawą strategię wyjaśniania mi sposobu rozwiązywania równań (pamiętam,  że chodziło o logarytmiczne). Otóż jeśli w pierwszej linijce jest tak, to w kolejnej musi być tak.  Na pytanie: "Dlaczego"? usłyszałam,  że zrozumienie tego jest poza moim zasięgiem  i mam zapamiętać  schemat. No i dzięki temu mam maturę! Potem były jeszcze ustne z polskiego i rosyjskiego. 

Dokładnie 22 lata później w tej samej szkole zdawał mój syn. Byłam bardzo wzruszona. 

Siedem lat temu zdawała Najstarsza Wnuczka. Od zawsze miała specyficzne podejście do nauki, więc i maturę potraktowała lekko. Oczywiście  zdała. 

Rok temu przyszedł czas na Średnią. Świetna sportsmenka, doskonała uczennica,  której zawsze zależało na ocenach, więc i stres był spory. Jej i nasz. Oczywiście  też zdała.

Za kolejnych sześć lat będzie zdawał Najmłodszy. Jeśli jakoś dobrnie do tego etapu, bo ten z kolei uczy się tylko tego,  co go zaciekawi. Uczy się, docieka, studiuje,  zaskakuje wiedzą, sprzecza się z nauczycielami o fakty. W tym czasie resztę szkolnej wiedzy traktuje po macoszemu. Z takim podejściem może mieć problem w szkole  średniej. 

Jestem z nich wszystkich  bardzo dumna.  Świat się zmienia, zasady matury się zmieniają, a stres i duma rodziców i dziadków ciagle jest taka sama. I kasztany...





piątek, 24 kwietnia 2026

208 Po co?

 Po co Panu Bogu  w jakimś nieznanym TAM potrzebny jest Łukasz Litewka? Czy będzie zbierał zgubione przez Anioły pióra i wtykał je w ich postrzępione skrzydła? Będzie szukał Antosiowej Mamy? Przecież oni są TU.  W psim raju nie ma łańcuchów, które trzeba zdjąć z psich karków...

Tyle roboty zostało do zrobienia tu, a Tyś go, Panie Boże tak po porostu zabrał do siebie. Dlaczego? Po co?

piątek, 3 kwietnia 2026

207 Szczęśliwych świąt




Wszystkim Wam - niezależnie od wyznania i świątecznych obyczajów życzę radości,  zdrowia, bliskości z Bliskimi, zieloności i wszystkich kolorów, które kochacie. Wiary, nadziei, miłości i wiosennego odrodzenia.❤️                     

czwartek, 19 marca 2026

206 Zezowate szczęście

 Nie wiem, jak ja to robię, ale kolejny raz musiałam skorzystać z pomocy chirurga. W październiku  miałam szytą ręką, a tym razem dostałam drzwiami, a właściwie  klamką - solidną, metalową - w dłoń. Chciałam za ową klamkę złapać, żeby wejść do łazienki w pracy, a w tym samym momencie  jakaś dziewczyna stamtąd  wychodziła.  Przez moment bolało, ale za chwilę  zaczynałam lekcję, więc  nie miałam czasu się nad sobą roztkliwiać. Potem był weekend, w niedzielę  byłam na koncercie Edyty Geppert,  od poniedziałku  znowu zajęcia. Wczoraj wysprzątałam balkon, posadziłam w skrzynkach bratki i ręka  jakby trochę mocniej spuchła. Tydzień temu siniak był wielki, ale dziś to już tylko żółciak. Mimo to, coś mnie tknęło, żeby  zrobić rtg.  No i okazało się, że jest złamanie z małym przemieszczeniem. Czeka mnie pięć tygodni noszenia ortezy. Zero mycia garów, okien i innych takich. Nie powiem, że się cieszę, ale... 😉

sobota, 14 marca 2026

205 Czekanie na nieszczęście

 TK mam za sobą. Zabawne,  bo w ościennym miasteczku dostałam przed badaniem do wypełnienia ankietę, składająca się z JEDNEJ strony. Okazało się  też, że badanie nie wymaga podania kontrastu.  Tam, gdzie w efekcie TK mi nie zrobili, ankieta miała cztery strony. W sumie to mało istotne. Teraz ciekawi mnie wynik i to, co potem. 

Póki co żyję w nieco zwolnionym tempie, bo jedna grupa skończyła kurs i tylko dwa razy w tygodniu pracuję do 20.00. Oczywiście  nie od rana, ale dzień rozbity, bo   zajęcia z  jedną grupą mam o 10 rano, a kolejne o 18.30.  Tak sobie jeżdżę w tę i spowrotem. 

Od kolejnego poniedziałku będę jeździła  pół godziny w jedną stronę na lekcję, trwającą 45 minut. Ale zrobię to z przyjemnością, bo kursant jest  fantastycznym człowiekiem i bardzo go lubię. Dla samych spotkań z nim - warto.

Znacie pewnie historię kobiety z Siemianowic, którą rodzice więzili przez kilka dekad w mieszkaniu. Zdrową, normalną dziewczynę.  Po leczeniu w szpitalu, wróciła do domu i dalej jest zamknięta, odosobniona. Rodzice nawet nie zostali przesluchani, że o postawieniu im zarzutów nie wspomnę. A przecież podstawowym prawem człowieka jest prawo do wolności. 

Nasz A. - ewidentnie chory człowiek - korzysta z tego prawa w pełnej rozciągłości.  Problemem jest nie tylko zdrowie psychiczne, ale i paskudna rana na nodze. Nie ma sposobu, żeby namówić go nawet na zmianę opatrunku, a co dopiero  na wizytę u lekarza. W jego chorej głowie  lekarz to wróg.  Więc czekamy na nieszczęście. Może ktos złapie go na kradzieży i tym sposobem trafi do szpitala? A może znajdą go półżywego gdzieś na ulicy i zawiozą na SOR?  Ale i stamtąd muszą go wypuścić,  jeśli wypowie magiczne słowa: "Nie wyrażam zgody".

Bo człowiek  ma prawo decydować o swoim życiu lub śmierci.  Nawet człowiek  chory psychicznie. Jest jeszcze jedno wyjście. Można taką osobę leczyć wbrew jej woli, jeśli chory kogoś zaatakuje lub zabije. No to czekamy na rozwój wydarzeń.

wtorek, 24 lutego 2026

204 W pogoni za TK

 Dziś miałam wyznaczony termin TK głowy. Czekałam zaledwie trzy miesiące,  więc spoko. Na dodatek w szpitalu, który jest zaledwie półtora kilometra od domu. Zameldowałam się w rejestracji pół godziny  przed badaniem, uzupełniłam ankietę, zaliczyłam pokój przygotowań, w którym pani pielęgniarka założyła mi wenflon i chwilę później znalazłam się w gabinecie TK. Kilka pytań ze strony pana, wykonującego badanie i hop pod aparat. Leżę sobie i czekam na ciąg dalszy, myśląc o tym, że muszę jeszcze pójść do sklepu zoologicznego  po karmę dla wróbli, a tu otwierają się drzwi, wchodzi pan technik i prosi, żebym  usiadła.  Nie powiem, zaciekawił mnie. Zaczął mnie przepraszać i tłumaczyć,  że nie mogą mi zrobić badania, bo... dopiero  przed chwilą  doczytali się na skierowaniu, że ten obszar głowy, który mi szwankuje, jest poza ich kompetencją. 🤦‍♀️ Mam pojechać na drugi koniec miasta, do innego szpitala,  bo tam są potrzebni mi fachowcy. Wyjęli mi wenflon, oddali skierowanie, wsiadłam w autobus i pojechałam. Na miejscu cieć źle mnie skierował i zanim znalazłam wejście "N", przeleciałam się po całym szpitalnym kompleksie. W końcu trafiłam, wzięłam numerek, dotarłam przed oblicze Pani Rejestratorki. Tłumaczę, o co mi chodzi, a ona mi na to, że termin jest, owszem, ale na... grudzień. Ale jak zadzwonię do trzeciego szpitala (wszystkie kliniczne), to może  nawet w kwietniu uda mi się osiągnąć cel. No wiec dzwonię. Raz, drugi, trzeci. W końcu ktoś odbiera. Więc kolejny raz mówię, czego potrzebuję i że już nie mam siły, i niech mnie zapisze na to nieszczęsne TK. A Pani na to, że 5 marca o 13 ileś tam. No to pytam, którego roku,  bo przecież marzec jest za kilka dni. TEGO ROKU. ZA TYDZIEŃ. Do tej pory nie wierzę! Jeszcze tylko kolejny raz muszę zrobić wyniki i może w końcu się dowiem, co mi jest. Oczywiście, nie od razu, bo na wyniki trzeba czekać.

A potem jeszcze spotkałam synową, poszłyśmy na drobne zakupy, a potem do nich na kawę. Zrobiłam niespodziankę  wnukom i synkowi.