niedziela, 12 lipca 2026

218 Ogarniam albo i nie

 Siedzę w domu, więc postanowiłam zrobić porządki w szafach. Prawdę mówiąc mam ochotę wziąć wielki wór i tak jak leci wywalić do niego wszystko: jakieś obrusy, serwetki, bieżniki, których od lat nie używam,  pościel. Dużo tego. Coś tam po mamie, więc  pamiątka. Serwetki zrobione własnoręcznie przez przyjaciółkę, inne są prezentem od kogoś innego. Od dwudziestu lat zalegają w szafie.  Obrusy wystarczą trzy - jeden na niedzielne obiady, drugi na święta, trzeci na co dzień, żeby mąż nie rozlewał kawy bezpośrednio na nasz stuletni (a może nawet starszy) stół. Dwie zmiany pościeli też wystarczą (mam cztery). Plus jedna zmiana dla ewentualnych gości.  Do tego kilka prześcieradeł. Ręczników i kuchennych ścierek też mam cały stos.  Kiedyś kupowało się to wszystko na zapas, a teraz te zapasy leżą. Wyrzucić żal - nie wiadomo dlaczego, przechowywać - nie ma sensu. No i tak siedzę w pokoju, patrzę na wybebeszoną szafę, na stosy szmat, z którymi coś muszę zrobić.🤦‍♀️

Też macie takie "zapasy" wszelkiego dobra?


czwartek, 2 lipca 2026

217 Wakacje

 Pierwszy dzień  wakacji. Trochę wymuszony, bo tak naprawdę  powinnam być dziś w pracy, ale stwierdziłam,  że "powinnam" to nie "muszę".

Przez lipiec i sierpień  będę miała tylko jedne zajęcia  w tygodniu. Odkąd znowu zaczęłam pracować, nie pamiętam  takiego roku, żebym miała tyle wolnego w wakacje. Z jednej strony się  cieszę, bo po prostu  odpocznę. Z drugiej  trochę mi smutno, bo coś czuję, że czas mojej aktywności powoli się kończy, a to jakoś nie napawa optymizmem. 

Na razie muszę się wyspać, wyprasować  to, co czeka na swoją kolej, kupić jutro kwiatki na balkon. Taki mam plan na najbliższe dni.

wtorek, 23 czerwca 2026

216 Tato

 Mój tata skończyłby w tym roku  102 lata.  Nie ma go tyle lat, ile żyje moja Średnia. 

Jestem do niego niesamowicie podobna  fizycznie. Do tego stopnia, że  dziewczyna, która nigdy go nie widziała (a mnie znała całe dwa dni) rozpoznała  tatę wśrod innych ludzi.

Tata był wielbicielem Sienkiewicza, którego ja szczerze nie lubię i zawsze się kłóciliśmy o wartość jego prozy. Ja zawzięcie, tata spokojnie. Tak, jakby chciał powiedzieć,  że kiedyś dorosnę to "Trylogii". Bo to ją wielbił.  I "Krzyżaków" od których niedobrze mi się robiło, bo omawiałam tę lekturę z dziećmi zawsze, gdy miałam siódmą klasę.

Przez ostatnich kilka lat rozmawialiśmy niemal codziennie. Tata był gadżeciarzem i dość szybko miał komórkę, więc kiedy po pracy szedł na spacer, dzwonił do mnie. Gadaliśmy o jego i mojej pracy,  plotkowaliśmy o rodzinie i znajomych,  o lokalnej polityce. 

Praca... Tata pracował od 17 roku życia, kiedy to wiadomo-kto wywieźli go do niewolniczej pracy w tartaku pod Hannoverem aż do przedostatniego dnia życia. W piątek pracował,  w niedzielę  zawiozłam go na planowaną operację, a w poniedziałek,  po operacji, wziął i umarł. Czasem myślę, że poszedł na drugą stronę, żeby nie robić mi kłopotu. Gdyby żył, przeprowadziłabym się do niego.  Wiedział o tym i może chciał mi tego oszczędzić? Nie wiem i nigdy się tego nie dowiem.

A te codzienne spacery miał na receptę. Tata był bardzo zdyscyplinowanym pacjentem, więc kiedy po udarze lekarz powiedział, że jeszcze wróci do pełnej sprawności, to wrócił, a jak mu kazał codziennie dwie godziny spacerować, to spacerował. Niezależnie od pory roku. Zimą przez śnieg,  z latarką w ręce. Bo lekarz kazał.

Tata był radcą prawnym. W małym palcu miał prawo pracy, rolne, oświatowe i licho wie jakie jeszcze, bo w Urzędzie  Gminy wszystko  było potrzebne.

Uwielbiały go kobiety, bo każdej zawsze potrafił powiedzieć  coś miłego,  zawsze zauważał nową fryzurę albo dobrze napisane urzędowe pismo. Mama z przekąsem mówiła, że ona to by mogła od fryzjera przynieść głowę pod pachą i tata by tego nie zauważył, a u innych widzi wszystko.  Ale wiem, że mówiła to z uśmiechem.

Tak mi się to wszystko  przypomniało, bo trafiłam w necie na rolkę pewnego satyryka, który wspomina dziś swego tatę. Wszak mamy Dzień Ojca. 

Dzięki Ci, TATO!❤️


sobota, 20 czerwca 2026

215 Pożegnanie

 Pierwszy  raz uczestniczyłam w pochówku,  który był prowadzony przez księdza i mistrzynię świeckiej ceremonii pogrzebowej.  Okazuje się, że można te dwa rodzaje obrządku nie tylko pogodzić, ale że one świetnie się uzupełniają. Całości dopełnił krótki koncert na gitarę i klarnet - przyjaciele zagrali nad grobem Rysia jego ulubione utwory.  A potem jakoś nikomu nie spieszyło się do domu.  Gadaliśmy, wspominaliśmy i dopiero wymowne spojrzenia panów z zakładu pogrzebowego i nadchodząca burza wygoniły nas z cmentarza. 

Zostawił Rysiu w każdym z nas cząstkę siebie. 

środa, 17 czerwca 2026

214 Ponieistnieć

 W jakiejś rolce na fb usłyszałam to słowo: "ponieistnieć". Padło w kontekście  depresji i bardzo mi się spodobało.  Ponieistnieć. Wylogować się na chwilę. Zresetować i wrócić.  Bardzo trafny neologizm.

Zimno jest i deszczowo. Podobno taki powinien być czerwiec. Przynajmniej  tak twierdzi w tv jakaś pani od pogody, ale ja pamiętam  piękne,  słoneczne i ciepłe czerwce, kiedy siedzenie w klasie było torturą, a czereśnie i truskawki smakowały najlepiej. I ta perspektywa wakacji!

Dałam sobie dziś utoczyć krwi do badań i przeżyłam szok - w poczekalni punktu pobrań nie było kolejki. To absolutnie  niespotykane  zjawisko! 

W piątek czeka mnie wizyta u Pani Kardiolog - stąd ta dbałość  o biochemiczną kontrolę stanu zdrowia.  Kobieta bardzo rygorystycznie  podchodzi do kwestii przygotowania pacjenta do wizyty i trochę się jej boję. 

W piątek  odbędzie się ostatnie pożegnanie naszego kolegi. Pogrzeb organizują znajomi i (chyba) MOPR. Możecie sobie wyobrazić, że rodzina odmówiła organizacji pochówku?  Kim trzeba być, żeby tak się zachować? Może On i nie był wzorem cnót. No, nie był. Szczególnie  w młodości. Nie lubił mówić o rodzinie, o domu, z którego wyszedł. Miał ku temu powody.  Gdyby ta rodzina była choćby tylko przeciętna,  w piątek żegnałaby Go cała polska bohema, bo był niezwykle  wszechstronnie  utalentowany i mógł odnosić wielkie sukcesy. A tak był naszym lokalnym bardem. Artystą przez duże A. 

R.I.P.🖤🌹


czwartek, 4 czerwca 2026

213 Wzruszyłam się

 Przyszłam wczoraj do pracy i na biurku zastałam pudełko czekoladek z karteczką,  że to dla mnie.

Zapytałam koleżankę, o co chodzi, a ona mi na to, że jedna z pań, która przyszła odebrać zaświadczenie o zdaniu egzaminu państwowego, przyniosła tę bombonierkę  dla mnie. Ponoć była bardzo zdenerwowana  na egzaminie ustnym, a ja pomogłam jej w opanowaniu stresu.

Nie mam pojęcia, kto to był, nie pamiętam  sytuacji, ale wzruszyło mnie zachowanie tej Pani.

poniedziałek, 1 czerwca 2026

212 Dzieci mi przybyło

 Długo miałam jedno dziecko. Teraz mam pięcioro  - syna, synową i troje wnucząt. Dziwnym trafem udało nam się (mnie i mężowi) spędzić z wnukami niemal cały dzień. Były kręgle, jedzonko (raczej mało zdrowe) i pogaduchy. Starsi byli zajęci na budowie domu. 🤷‍♀️ 

Nie było prezentów na Dzień  Dziecka, ale był wspólny czas.  Bardzo rzadko udaje nam się zgrać grafiki tak, żeby można było spokojnie usiąść,  zjeść,  pogadać. Praca, szkoła, studia, treningi wypełniają dni, tygodnie, a czas leci...

Dostawaliście prezenty na Dzień  Dziecka? Ja chyba nie, bo niczego takiego nie pamiętam.