czwartek, 19 marca 2026

206 Zezowate szczęście

 Nie wiem, jak ja to robię, ale kolejny raz musiałam skorzystać z pomocy chirurga. W październiku  miałam szytą ręką, a tym razem dostałam drzwiami, a właściwie  klamką - solidną, metalową - w dłoń. Chciałam za ową klamkę złapać, żeby wejść do łazienki w pracy, a w tym samym momencie  jakaś dziewczyna stamtąd  wychodziła.  Przez moment bolało, ale za chwilę  zaczynałam lekcję, więc  nie miałam czasu się nad sobą roztkliwiać. Potem był weekend, w niedzielę  byłam na koncercie Edyty Geppert,  od poniedziałku  znowu zajęcia. Wczoraj wysprzątałam balkon, posadziłam w skrzynkach bratki i ręka  jakby trochę mocniej spuchła. Tydzień temu siniak był wielki, ale dziś to już tylko żółciak. Mimo to, coś mnie tknęło, żeby  zrobić rtg.  No i okazało się, że jest złamanie z małym przemieszczeniem. Czeka mnie pięć tygodni noszenia ortezy. Zero mycia garów, okien i innych takich. Nie powiem, że się cieszę, ale... 😉

sobota, 14 marca 2026

205 Czekanie na nieszczęście

 TK mam za sobą. Zabawne,  bo w ościennym miasteczku dostałam przed badaniem do wypełnienia ankietę, składająca się z JEDNEJ strony. Okazało się  też, że badanie nie wymaga podania kontrastu.  Tam, gdzie w efekcie TK mi nie zrobili, ankieta miała cztery strony. W sumie to mało istotne. Teraz ciekawi mnie wynik i to, co potem. 

Póki co żyję w nieco zwolnionym tempie, bo jedna grupa skończyła kurs i tylko dwa razy w tygodniu pracuję do 20.00. Oczywiście  nie od rana, ale dzień rozbity, bo   zajęcia z  jedną grupą mam o 10 rano, a kolejne o 18.30.  Tak sobie jeżdżę w tę i spowrotem. 

Od kolejnego poniedziałku będę jeździła  pół godziny w jedną stronę na lekcję, trwającą 45 minut. Ale zrobię to z przyjemnością, bo kursant jest  fantastycznym człowiekiem i bardzo go lubię. Dla samych spotkań z nim - warto.

Znacie pewnie historię kobiety z Siemianowic, którą rodzice więzili przez kilka dekad w mieszkaniu. Zdrową, normalną dziewczynę.  Po leczeniu w szpitalu, wróciła do domu i dalej jest zamknięta, odosobniona. Rodzice nawet nie zostali przesluchani, że o postawieniu im zarzutów nie wspomnę. A przecież podstawowym prawem człowieka jest prawo do wolności. 

Nasz A. - ewidentnie chory człowiek - korzysta z tego prawa w pełnej rozciągłości.  Problemem jest nie tylko zdrowie psychiczne, ale i paskudna rana na nodze. Nie ma sposobu, żeby namówić go nawet na zmianę opatrunku, a co dopiero  na wizytę u lekarza. W jego chorej głowie  lekarz to wróg.  Więc czekamy na nieszczęście. Może ktos złapie go na kradzieży i tym sposobem trafi do szpitala? A może znajdą go półżywego gdzieś na ulicy i zawiozą na SOR?  Ale i stamtąd muszą go wypuścić,  jeśli wypowie magiczne słowa: "Nie wyrażam zgody".

Bo człowiek  ma prawo decydować o swoim życiu lub śmierci.  Nawet człowiek  chory psychicznie. Jest jeszcze jedno wyjście. Można taką osobę leczyć wbrew jej woli, jeśli chory kogoś zaatakuje lub zabije. No to czekamy na rozwój wydarzeń.

wtorek, 24 lutego 2026

204 W pogoni za TK

 Dziś miałam wyznaczony termin TK głowy. Czekałam zaledwie trzy miesiące,  więc spoko. Na dodatek w szpitalu, który jest zaledwie półtora kilometra od domu. Zameldowałam się w rejestracji pół godziny  przed badaniem, uzupełniłam ankietę, zaliczyłam pokój przygotowań, w którym pani pielęgniarka założyła mi wenflon i chwilę później znalazłam się w gabinecie TK. Kilka pytań ze strony pana, wykonującego badanie i hop pod aparat. Leżę sobie i czekam na ciąg dalszy, myśląc o tym, że muszę jeszcze pójść do sklepu zoologicznego  po karmę dla wróbli, a tu otwierają się drzwi, wchodzi pan technik i prosi, żebym  usiadła.  Nie powiem, zaciekawił mnie. Zaczął mnie przepraszać i tłumaczyć,  że nie mogą mi zrobić badania, bo... dopiero  przed chwilą  doczytali się na skierowaniu, że ten obszar głowy, który mi szwankuje, jest poza ich kompetencją. 🤦‍♀️ Mam pojechać na drugi koniec miasta, do innego szpitala,  bo tam są potrzebni mi fachowcy. Wyjęli mi wenflon, oddali skierowanie, wsiadłam w autobus i pojechałam. Na miejscu cieć źle mnie skierował i zanim znalazłam wejście "N", przeleciałam się po całym szpitalnym kompleksie. W końcu trafiłam, wzięłam numerek, dotarłam przed oblicze Pani Rejestratorki. Tłumaczę, o co mi chodzi, a ona mi na to, że termin jest, owszem, ale na... grudzień. Ale jak zadzwonię do trzeciego szpitala (wszystkie kliniczne), to może  nawet w kwietniu uda mi się osiągnąć cel. No wiec dzwonię. Raz, drugi, trzeci. W końcu ktoś odbiera. Więc kolejny raz mówię, czego potrzebuję i że już nie mam siły, i niech mnie zapisze na to nieszczęsne TK. A Pani na to, że 5 marca o 13 ileś tam. No to pytam, którego roku,  bo przecież marzec jest za kilka dni. TEGO ROKU. ZA TYDZIEŃ. Do tej pory nie wierzę! Jeszcze tylko kolejny raz muszę zrobić wyniki i może w końcu się dowiem, co mi jest. Oczywiście, nie od razu, bo na wyniki trzeba czekać.

A potem jeszcze spotkałam synową, poszłyśmy na drobne zakupy, a potem do nich na kawę. Zrobiłam niespodziankę  wnukom i synkowi.


piątek, 20 lutego 2026

203 Dłuuugi tydzień

 Stokrotko,  zmobilizowałaś mnie do pisania. Nigdy bym nie pomyślała, że kogoś może martwić moje milczenie. Przepraszam i dziękuję  za troskę, Jagódko. 😘

W poprzedni weekend  była pierwsza w tym roku sesja państwowego certyfikowanego egzaminu z języka polskiego, co dla mnie oznacza pracę  po 12 godzin dziennie. Wracałam  do domu o 21 i nie miałam już siły na nic.  Jak się człowiek  naczyta tego wszystkiego,   co ludzie powypisują, to naprawdę głowa może rozboleć. Jedna z koleżanek zapisuje co zabawniejsze "kwiatki", ale prawdę mówiąc,  nie wiem  czy się śmiać,  czy płakać. Najczęściej mam ochotę zakląć szpetnie. Najbardziej  kuriozalnym przypadkiem jest pan, który kolejny raz pojawił się na egzaminie, a jego umiejętności nie wychodzą poza formułę powitania i pożegnania. Rekompensatą dla egzaminatorek jest jego świetny wygląd i olśniewający uśmiech. Wrażenia estetyczne nie zastąpią wiedzy,  ale jak już facet nic nie umie, to niech chociaż wygląda.😉

Zdarzyło się też, że  komuś puściły nerwy i polały się łzy. Dla wielu certyfikat  oznacza być, albo nie być w Polsce, bo nie wiadomo, co 4 marca zrobi rezydent  pałacu. Co podpisze, czego nie, komu pozwoli pracować, studiować i na jakich warunkach. Nigdy w życiu nie chciałabym być emigrantką. 




sobota, 7 lutego 2026

202 Bezradność do potęgi

 Wolność.  Prawa człowieka.  Prawa pacjenta. Chodzisz od fachowca  do fachowca i wszędzie słyszysz te słowa. Oczywiście  wszyscy rozumieją, że sytuacja jest trudna, niektórzy  nawet współczują, ale wszyscy  rozkładają ręce.  Póki człowiek  nie wyrazi zgody, nie może być leczony, hospitalizowany, a nawet zbadany przez lekarza. Chyba, że jest zagrożone jego życie lub zdrowie. Ewentualnie,  jeśli swoim zachowaniem  zagraża życiu i zdrowiu innych. A kto może to stwierdzić? No, oczywiście lekarz. Ale chory nie wyraża zgody na wizytę u lekarza.  Kółko się zamyka.

Niedawno facet zadźgał nożem matkę. Leczył się kiedyś psychiatrycznie, więc musiał wyrazić na to zgodę. LECZYŁ SIĘ. Czyli na pewno odbył kilka wizyt u psychiatry, dostał leki.  Ale czy je brał?  Pewnie nie, bo uznał, że jest zdrowy. Podobno zachowywał się normalnie. Pani z warzywniaka twierdzi, że był miły, uśmiechnięty...  

Oboje z Osobistym jesteśmy w głęboko kryzysowej sytuacji. Boję się każdego pojawienia się A. Po wielu przegadanych godzinach, po spotkaniach z psychologiem, psychiatrą i prawnikiem, podjęliśmy decyzję co do dalszego postępowania, ale tak naprawdę nie mam pojęcia, czym to sie skończy.

Kiedy choruje jedna osoba, choruje cała rodzina. Kiedy jest to choroba psychiczna, sytuacja jest nie do wytrzymania. Wprawdzie  zarazić się nie można, ale poczucie zagrożenia momentami sięga zenitu.

A poza tym jest nieźle.  Kilkanaście dni temu w Szczecinie   w wyniku zimy w zimie, nastąpił koniec cywilizacji - stanęła miejska komunikacja. Niektóre linie tramwajowe do dziś mają zmienione trasy.  W pamiętny poniedziałek  musiałam prowadzić zajecia online, bo szefowa zabroniła mi wychodzić z domu. 😀 Była taka ślizgawica, że na SORach zabrakło szyn Kramera i gipsu. Na oddział ortopedii  nie przyjmują pacjentów, bo nie ma miejsc. Mnie do tej pory udało się nie przewrócić,co uważam za sukces. Na wszelki wypadek mocno sznuruję buty i chodzę w grubym płaszczu. Taka przeciwpoobijaniowa profilaktyka. Jak fiknę, to może ubiór zminimalizuje skutki. Na odśnieżone chodniki nie ma co liczyć. A Wy jak? Mam nadzieję,  że bez strat. 🥰🥰🥰

poniedziałek, 12 stycznia 2026

201 Bezradność

 Jak można porozumieć sie z kimś, z kim nie ma logicznego kontaktu? Człowiek elokwentny, dobrze wychowany, ale niereagujący na to, co się do niego mówi. A właściwie  reagujący, ale w przedziwny sposób. Przykład:

- Dlaczego  nie otwierasz korespondencji?

- Wiesz, nie było mnie wtedy w domu, a potem tych listów nie było, i wiesz, tam nie da się tego czytać, bo wszędzie są kamery, ciągle kręcą się ludzie, a to jest poważna sprawa i trzeba czytać w ciszy, i teraz ty to przeczytaj w domu, ale jak będziesz sam.

 - Zapiszę cię do lekarza (paskudna rana na nodze), pójdę z tobą.

- Nie, w Niemczech  mnie nie wyleczyli, a tam jest dużo lekarzy, napisz do nich maila, to przyślą ci dokumenty. Tu nie ma takich lekarzy...

I tak w kółko na każdy temat.  Pozytywna reakcja jest tylko wtedy, kiedy jemu to pasuje.

Chory człowiek,  bez agresywnych zachowań, ale potwornie uciążliwy. W rozumieniu prawa nikomu nie zagraża, ma prawo decydować o sobie. Matka nie chce nawet podjąć próby  umieszczenia go w szpitalu.  A jak się boję dalszego ciągu.



środa, 31 grudnia 2025

200 No i zaczął się

 Zaczął się kolejny rok. Bardzo bym chciała, żeby był lepszy, milszy, radośniejszy od tego, ktory skończył się niecałą godzinę temu. Żeby nas w rodzinie  i wśród  przyjaciół  nie ubyło, żeby niebo nad nami było spokojne, żebyśmy mogli spełniać swoje marzenia. Tylko tyle i aż tyle.

Szczęśliwego roku!❤️