Nie wiem, jak ja to robię, ale kolejny raz musiałam skorzystać z pomocy chirurga. W październiku miałam szytą ręką, a tym razem dostałam drzwiami, a właściwie klamką - solidną, metalową - w dłoń. Chciałam za ową klamkę złapać, żeby wejść do łazienki w pracy, a w tym samym momencie jakaś dziewczyna stamtąd wychodziła. Przez moment bolało, ale za chwilę zaczynałam lekcję, więc nie miałam czasu się nad sobą roztkliwiać. Potem był weekend, w niedzielę byłam na koncercie Edyty Geppert, od poniedziałku znowu zajęcia. Wczoraj wysprzątałam balkon, posadziłam w skrzynkach bratki i ręka jakby trochę mocniej spuchła. Tydzień temu siniak był wielki, ale dziś to już tylko żółciak. Mimo to, coś mnie tknęło, żeby zrobić rtg. No i okazało się, że jest złamanie z małym przemieszczeniem. Czeka mnie pięć tygodni noszenia ortezy. Zero mycia garów, okien i innych takich. Nie powiem, że się cieszę, ale... 😉
Wyłowione z chaosu
Myśli mniej lub bardziej uporządkowane.
czwartek, 19 marca 2026
sobota, 14 marca 2026
205 Czekanie na nieszczęście
TK mam za sobą. Zabawne, bo w ościennym miasteczku dostałam przed badaniem do wypełnienia ankietę, składająca się z JEDNEJ strony. Okazało się też, że badanie nie wymaga podania kontrastu. Tam, gdzie w efekcie TK mi nie zrobili, ankieta miała cztery strony. W sumie to mało istotne. Teraz ciekawi mnie wynik i to, co potem.
Póki co żyję w nieco zwolnionym tempie, bo jedna grupa skończyła kurs i tylko dwa razy w tygodniu pracuję do 20.00. Oczywiście nie od rana, ale dzień rozbity, bo zajęcia z jedną grupą mam o 10 rano, a kolejne o 18.30. Tak sobie jeżdżę w tę i spowrotem.
Od kolejnego poniedziałku będę jeździła pół godziny w jedną stronę na lekcję, trwającą 45 minut. Ale zrobię to z przyjemnością, bo kursant jest fantastycznym człowiekiem i bardzo go lubię. Dla samych spotkań z nim - warto.
Znacie pewnie historię kobiety z Siemianowic, którą rodzice więzili przez kilka dekad w mieszkaniu. Zdrową, normalną dziewczynę. Po leczeniu w szpitalu, wróciła do domu i dalej jest zamknięta, odosobniona. Rodzice nawet nie zostali przesluchani, że o postawieniu im zarzutów nie wspomnę. A przecież podstawowym prawem człowieka jest prawo do wolności.
Nasz A. - ewidentnie chory człowiek - korzysta z tego prawa w pełnej rozciągłości. Problemem jest nie tylko zdrowie psychiczne, ale i paskudna rana na nodze. Nie ma sposobu, żeby namówić go nawet na zmianę opatrunku, a co dopiero na wizytę u lekarza. W jego chorej głowie lekarz to wróg. Więc czekamy na nieszczęście. Może ktos złapie go na kradzieży i tym sposobem trafi do szpitala? A może znajdą go półżywego gdzieś na ulicy i zawiozą na SOR? Ale i stamtąd muszą go wypuścić, jeśli wypowie magiczne słowa: "Nie wyrażam zgody".
Bo człowiek ma prawo decydować o swoim życiu lub śmierci. Nawet człowiek chory psychicznie. Jest jeszcze jedno wyjście. Można taką osobę leczyć wbrew jej woli, jeśli chory kogoś zaatakuje lub zabije. No to czekamy na rozwój wydarzeń.
wtorek, 24 lutego 2026
204 W pogoni za TK
Dziś miałam wyznaczony termin TK głowy. Czekałam zaledwie trzy miesiące, więc spoko. Na dodatek w szpitalu, który jest zaledwie półtora kilometra od domu. Zameldowałam się w rejestracji pół godziny przed badaniem, uzupełniłam ankietę, zaliczyłam pokój przygotowań, w którym pani pielęgniarka założyła mi wenflon i chwilę później znalazłam się w gabinecie TK. Kilka pytań ze strony pana, wykonującego badanie i hop pod aparat. Leżę sobie i czekam na ciąg dalszy, myśląc o tym, że muszę jeszcze pójść do sklepu zoologicznego po karmę dla wróbli, a tu otwierają się drzwi, wchodzi pan technik i prosi, żebym usiadła. Nie powiem, zaciekawił mnie. Zaczął mnie przepraszać i tłumaczyć, że nie mogą mi zrobić badania, bo... dopiero przed chwilą doczytali się na skierowaniu, że ten obszar głowy, który mi szwankuje, jest poza ich kompetencją. 🤦♀️ Mam pojechać na drugi koniec miasta, do innego szpitala, bo tam są potrzebni mi fachowcy. Wyjęli mi wenflon, oddali skierowanie, wsiadłam w autobus i pojechałam. Na miejscu cieć źle mnie skierował i zanim znalazłam wejście "N", przeleciałam się po całym szpitalnym kompleksie. W końcu trafiłam, wzięłam numerek, dotarłam przed oblicze Pani Rejestratorki. Tłumaczę, o co mi chodzi, a ona mi na to, że termin jest, owszem, ale na... grudzień. Ale jak zadzwonię do trzeciego szpitala (wszystkie kliniczne), to może nawet w kwietniu uda mi się osiągnąć cel. No wiec dzwonię. Raz, drugi, trzeci. W końcu ktoś odbiera. Więc kolejny raz mówię, czego potrzebuję i że już nie mam siły, i niech mnie zapisze na to nieszczęsne TK. A Pani na to, że 5 marca o 13 ileś tam. No to pytam, którego roku, bo przecież marzec jest za kilka dni. TEGO ROKU. ZA TYDZIEŃ. Do tej pory nie wierzę! Jeszcze tylko kolejny raz muszę zrobić wyniki i może w końcu się dowiem, co mi jest. Oczywiście, nie od razu, bo na wyniki trzeba czekać.
A potem jeszcze spotkałam synową, poszłyśmy na drobne zakupy, a potem do nich na kawę. Zrobiłam niespodziankę wnukom i synkowi.
piątek, 20 lutego 2026
203 Dłuuugi tydzień
Stokrotko, zmobilizowałaś mnie do pisania. Nigdy bym nie pomyślała, że kogoś może martwić moje milczenie. Przepraszam i dziękuję za troskę, Jagódko. 😘
W poprzedni weekend była pierwsza w tym roku sesja państwowego certyfikowanego egzaminu z języka polskiego, co dla mnie oznacza pracę po 12 godzin dziennie. Wracałam do domu o 21 i nie miałam już siły na nic. Jak się człowiek naczyta tego wszystkiego, co ludzie powypisują, to naprawdę głowa może rozboleć. Jedna z koleżanek zapisuje co zabawniejsze "kwiatki", ale prawdę mówiąc, nie wiem czy się śmiać, czy płakać. Najczęściej mam ochotę zakląć szpetnie. Najbardziej kuriozalnym przypadkiem jest pan, który kolejny raz pojawił się na egzaminie, a jego umiejętności nie wychodzą poza formułę powitania i pożegnania. Rekompensatą dla egzaminatorek jest jego świetny wygląd i olśniewający uśmiech. Wrażenia estetyczne nie zastąpią wiedzy, ale jak już facet nic nie umie, to niech chociaż wygląda.😉
Zdarzyło się też, że komuś puściły nerwy i polały się łzy. Dla wielu certyfikat oznacza być, albo nie być w Polsce, bo nie wiadomo, co 4 marca zrobi rezydent pałacu. Co podpisze, czego nie, komu pozwoli pracować, studiować i na jakich warunkach. Nigdy w życiu nie chciałabym być emigrantką.
sobota, 7 lutego 2026
202 Bezradność do potęgi
Wolność. Prawa człowieka. Prawa pacjenta. Chodzisz od fachowca do fachowca i wszędzie słyszysz te słowa. Oczywiście wszyscy rozumieją, że sytuacja jest trudna, niektórzy nawet współczują, ale wszyscy rozkładają ręce. Póki człowiek nie wyrazi zgody, nie może być leczony, hospitalizowany, a nawet zbadany przez lekarza. Chyba, że jest zagrożone jego życie lub zdrowie. Ewentualnie, jeśli swoim zachowaniem zagraża życiu i zdrowiu innych. A kto może to stwierdzić? No, oczywiście lekarz. Ale chory nie wyraża zgody na wizytę u lekarza. Kółko się zamyka.
Niedawno facet zadźgał nożem matkę. Leczył się kiedyś psychiatrycznie, więc musiał wyrazić na to zgodę. LECZYŁ SIĘ. Czyli na pewno odbył kilka wizyt u psychiatry, dostał leki. Ale czy je brał? Pewnie nie, bo uznał, że jest zdrowy. Podobno zachowywał się normalnie. Pani z warzywniaka twierdzi, że był miły, uśmiechnięty...
Oboje z Osobistym jesteśmy w głęboko kryzysowej sytuacji. Boję się każdego pojawienia się A. Po wielu przegadanych godzinach, po spotkaniach z psychologiem, psychiatrą i prawnikiem, podjęliśmy decyzję co do dalszego postępowania, ale tak naprawdę nie mam pojęcia, czym to sie skończy.
Kiedy choruje jedna osoba, choruje cała rodzina. Kiedy jest to choroba psychiczna, sytuacja jest nie do wytrzymania. Wprawdzie zarazić się nie można, ale poczucie zagrożenia momentami sięga zenitu.
A poza tym jest nieźle. Kilkanaście dni temu w Szczecinie w wyniku zimy w zimie, nastąpił koniec cywilizacji - stanęła miejska komunikacja. Niektóre linie tramwajowe do dziś mają zmienione trasy. W pamiętny poniedziałek musiałam prowadzić zajecia online, bo szefowa zabroniła mi wychodzić z domu. 😀 Była taka ślizgawica, że na SORach zabrakło szyn Kramera i gipsu. Na oddział ortopedii nie przyjmują pacjentów, bo nie ma miejsc. Mnie do tej pory udało się nie przewrócić,co uważam za sukces. Na wszelki wypadek mocno sznuruję buty i chodzę w grubym płaszczu. Taka przeciwpoobijaniowa profilaktyka. Jak fiknę, to może ubiór zminimalizuje skutki. Na odśnieżone chodniki nie ma co liczyć. A Wy jak? Mam nadzieję, że bez strat. 🥰🥰🥰
poniedziałek, 12 stycznia 2026
201 Bezradność
Jak można porozumieć sie z kimś, z kim nie ma logicznego kontaktu? Człowiek elokwentny, dobrze wychowany, ale niereagujący na to, co się do niego mówi. A właściwie reagujący, ale w przedziwny sposób. Przykład:
- Dlaczego nie otwierasz korespondencji?
- Wiesz, nie było mnie wtedy w domu, a potem tych listów nie było, i wiesz, tam nie da się tego czytać, bo wszędzie są kamery, ciągle kręcą się ludzie, a to jest poważna sprawa i trzeba czytać w ciszy, i teraz ty to przeczytaj w domu, ale jak będziesz sam.
- Zapiszę cię do lekarza (paskudna rana na nodze), pójdę z tobą.
- Nie, w Niemczech mnie nie wyleczyli, a tam jest dużo lekarzy, napisz do nich maila, to przyślą ci dokumenty. Tu nie ma takich lekarzy...
I tak w kółko na każdy temat. Pozytywna reakcja jest tylko wtedy, kiedy jemu to pasuje.
Chory człowiek, bez agresywnych zachowań, ale potwornie uciążliwy. W rozumieniu prawa nikomu nie zagraża, ma prawo decydować o sobie. Matka nie chce nawet podjąć próby umieszczenia go w szpitalu. A jak się boję dalszego ciągu.
środa, 31 grudnia 2025
200 No i zaczął się
Zaczął się kolejny rok. Bardzo bym chciała, żeby był lepszy, milszy, radośniejszy od tego, ktory skończył się niecałą godzinę temu. Żeby nas w rodzinie i wśród przyjaciół nie ubyło, żeby niebo nad nami było spokojne, żebyśmy mogli spełniać swoje marzenia. Tylko tyle i aż tyle.
Szczęśliwego roku!❤️