poniedziałek, 4 maja 2026

209 Nie jestem oryginalna

 No, nie jestem,  więc trochę o maturach. Moja była 49 lat temu.  Kasztany kwitły, jak oszalałe...               Z polskiego oczywiście piątka,  z matematyki - o dziwo - trójka. Widać Pani Profesor  od matematyki była dla mnie wyjątkowo życzliwa, co do dziś wspominam z ogromną wdzięcznością.  Wieloletni "narzeczony", który przygotowywał mnie do tego egzaminu, przyjął ciekawą strategię wyjaśniania mi sposobu rozwiązywania równań (pamiętam,  że chodziło o logarytmiczne). Otóż jeśli w pierwszej linijce jest tak, to w kolejnej musi być tak.  Na pytanie: "Dlaczego"? usłyszałam,  że zrozumienie tego jest poza moim zasięgiem  i mam zapamiętać  schemat. No i dzięki temu mam maturę! Potem były jeszcze ustne z polskiego i rosyjskiego. 

Dokładnie 22 lata później w tej samej szkole zdawał mój syn. Byłam bardzo wzruszona. 

Siedem lat temu zdawała Najstarsza Wnuczka. Od zawsze miała specyficzne podejście do nauki, więc i maturę potraktowała lekko. Oczywiście  zdała. 

Rok temu przyszedł czas na Średnią. Świetna sportsmenka, doskonała uczennica,  której zawsze zależało na ocenach, więc i stres był spory. Jej i nasz. Oczywiście  też zdała.

Za kolejnych sześć lat będzie zdawał Najmłodszy. Jeśli jakoś dobrnie do tego etapu, bo ten z kolei uczy się tylko tego,  co go zaciekawi. Uczy się, docieka, studiuje,  zaskakuje wiedzą, sprzecza się z nauczycielami o fakty. W tym czasie resztę szkolnej wiedzy traktuje po macoszemu. Z takim podejściem może mieć problem w szkole  średniej. 

Jestem z nich wszystkich  bardzo dumna.  Świat się zmienia, zasady matury się zmieniają, a stres i duma rodziców i dziadków ciagle jest taka sama. I kasztany...





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz