Dziś miałam wyznaczony termin TK głowy. Czekałam zaledwie trzy miesiące, więc spoko. Na dodatek w szpitalu, który jest zaledwie półtora kilometra od domu. Zameldowałam się w rejestracji pół godziny przed badaniem, uzupełniłam ankietę, zaliczyłam pokój przygotowań, w którym pani pielęgniarka założyła mi wenflon i chwilę później znalazłam się w gabinecie TK. Kilka pytań ze strony pana, wykonującego badanie i hop pod aparat. Leżę sobie i czekam na ciąg dalszy, myśląc o tym, że muszę jeszcze pójść do sklepu zoologicznego po karmę dla wróbli, a tu otwierają się drzwi, wchodzi pan technik i prosi, żebym usiadła. Nie powiem, zaciekawił mnie. Zaczął mnie przepraszać i tłumaczyć, że nie mogą mi zrobić badania, bo... dopiero przed chwilą doczytali się na skierowaniu, że ten obszar głowy, który mi szwankuje, jest poza ich kompetencją. 🤦♀️ Mam pojechać na drugi koniec miasta, do innego szpitala, bo tam są potrzebni mi fachowcy. Wyjęli mi wenflon, oddali skierowanie, wsiadłam w autobus i pojechałam. Na miejscu cieć źle mnie skierował i zanim znalazłam wejście "N", przeleciałam się po całym szpitalnym kompleksie. W końcu trafiłam, wzięłam numerek, dotarłam przed oblicze Pani Rejestratorki. Tłumaczę, o co mi chodzi, a ona mi na to, że termin jest, owszem, ale na... grudzień. Ale jak zadzwonię do trzeciego szpitala (wszystkie kliniczne), to może nawet w kwietniu uda mi się osiągnąć cel. No wiec dzwonię. Raz, drugi, trzeci. W końcu ktoś odbiera. Więc kolejny raz mówię, czego potrzebuję i że już nie mam siły, i niech mnie zapisze na to nieszczęsne TK. A Pani na to, że 5 marca o 13 ileś tam. No to pytam, którego roku, bo przecież marzec jest za kilka dni. TEGO ROKU. ZA TYDZIEŃ. Do tej pory nie wierzę! Jeszcze tylko kolejny raz muszę zrobić wyniki i może w końcu się dowiem, co mi jest. Oczywiście, nie od razu, bo na wyniki trzeba czekać.
A potem jeszcze spotkałam synową, poszłyśmy na drobne zakupy, a potem do nich na kawę. Zrobiłam niespodziankę wnukom i synkowi.
Mój mąż też będzie miał tomografię na początku marca. Ale u niego nie tylko głowa, no i to taka już świecka tradycja -- mąż ma TK co roku.
OdpowiedzUsuńMój co roku ma rezonans. Na szczęście nic się nie dzieje.
UsuńJa również tomografy i rezonanse miałam bardzo szybko wyznaczone. A doświadczyłam już kilka. To w tym względzie nie możemy narzekać 👍👏 mój mąż obcokrajowiec na Dolnym Śląsku czekał około dwóch tygodni i był zaszokowany, że za darmo ma tak drogie badanie. Bo wcześniej, kiedy był niecierpliwy, to zamówił prywatne za 2.5 tys., a z jednego raz wyszedł, bo nie mógł wyleżeć 🤣 było zapłacone. Ze szpitala też raz uciekł.
OdpowiedzUsuńPozdrowienia, niedługo ruszam na Dolny Śląsk i może odwiedzę moją przyjaciółkę w Szczecinie, która przeprowadziła się tam za swoją dojrzałą miłością. Odezwę się prywatnie w razie wizyty w twoim pięknym mieście ❤️👏👍
Uciekł ze szpitala? Nieźle! Mam nadzieję, że mu to nie zaszkodziło.
UsuńDaj znać, jeśli będziesz się wybierać w moje strony.😘
Właściwie to z terminami na rezonans trzeba tygodniami czekać, u mnie jedynie CT możliwy, I tu terminy zwykle na trzeci dzień się dostaje. Kiedyś też się czekało, ale MRT popularniejsze, CT mniej.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że mnie wystarczy TK. Ciekawe, jak długo będę czekała na opis.😀
UsuńOby wyniki były dobre! Zdrowia życzę.
OdpowiedzUsuńDziękuję. Jestem realistką.
UsuńDobre raczej nie bedą. Oby nie były najgorsze.
TK serca miałam niedawno.... okropnie się denerwowałam.... Nie jest najgorzej ale mogłoby być lepiej :-))
OdpowiedzUsuńWiększy stres czułaś przed badaniem czy odbierając wynik? Współczuję Ci serdecznie obu tych momentów. Człowiek się czuje wtedy strasznie samotny. Znaczy człowiek -ja, bo przecież każdy reaguje inaczej.
UsuńTK serca to takie dwudniowe badanie? Miałam coś takiego po covidzie. Nie pamiętam czy to było TK czy MRT.
Zdrówka, Kochana!😘
Mimo tarapatow i pomylek wyszlo dobrze, dostalas bliski termin. Teraz tylko trzymac palce by test dal dobre rezultaty czego zycze.
OdpowiedzUsuńTym razem musi się udać zrobić badanie. Ile można mieć pecha?😉
Usuń