Pierwszy raz uczestniczyłam w pochówku, który był prowadzony przez księdza i mistrzynię świeckiej ceremonii pogrzebowej. Okazuje się, że można te dwa rodzaje obrządku nie tylko pogodzić, ale że one świetnie się uzupełniają. Całości dopełnił krótki koncert na gitarę i klarnet - przyjaciele zagrali nad grobem Rysia jego ulubione utwory. A potem jakoś nikomu nie spieszyło się do domu. Gadaliśmy, wspominaliśmy i dopiero wymowne spojrzenia panów z zakładu pogrzebowego i nadchodząca burza wygoniły nas z cmentarza.
Zostawił Rysiu w każdym z nas cząstkę siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz