niedziela, 12 lipca 2026

218 Ogarniam albo i nie

 Siedzę w domu, więc postanowiłam zrobić porządki w szafach. Prawdę mówiąc mam ochotę wziąć wielki wór i tak jak leci wywalić do niego wszystko: jakieś obrusy, serwetki, bieżniki, których od lat nie używam,  pościel. Dużo tego. Coś tam po mamie, więc  pamiątka. Serwetki zrobione własnoręcznie przez przyjaciółkę, inne są prezentem od kogoś innego. Od dwudziestu lat zalegają w szafie.  Obrusy wystarczą trzy - jeden na niedzielne obiady, drugi na święta, trzeci na co dzień, żeby mąż nie rozlewał kawy bezpośrednio na nasz stuletni (a może nawet starszy) stół. Dwie zmiany pościeli też wystarczą (mam cztery). Plus jedna zmiana dla ewentualnych gości.  Do tego kilka prześcieradeł. Ręczników i kuchennych ścierek też mam cały stos.  Kiedyś kupowało się to wszystko na zapas, a teraz te zapasy leżą. Wyrzucić żal - nie wiadomo dlaczego, przechowywać - nie ma sensu. No i tak siedzę w pokoju, patrzę na wybebeszoną szafę, na stosy szmat, z którymi coś muszę zrobić.🤦‍♀️

Też macie takie "zapasy" wszelkiego dobra?


12 komentarzy:

  1. Oj, mamy. Dokładnie tak samo. Co z tym zrobić? Pozdrawiam Ela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapakowałam w worek i zaraz wyniosę na śmietnik.

      Usuń
    2. Czy nie masz w poblizu zadnego ciucholandu, ktory by to przyjal? Serce mnie boli, ze takie rzeczy po prostu sie wyrzuca... w Polsce. Bo w innych krajach funkcjonuja " charity shopy", Czerwone Krzyze i inne , gdzie oddaje sie rzeczy niepotrzebne, ktore posluza innym. Wielu ludzi szuka rzeczy vintage, z unikatowych, rekodziela... A Twoje wnuczki? Zadna nie chce serwetki na pamiatke ? ... Asia

      Usuń
  2. Ja mam w letnim domu, bo jest tu miejsce, a w miejskim małym mieszkaniu jest to, co najważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy korzystasz z tych zapasów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mozesz wylozyc na smietniku - tak aby ludzie widzieli. Zobaczysz, ze wezma ... jak schowasz w czarny worek to przepadly ... Asia

      Usuń
    2. Asiu, podejrzewam, że jeśli zostawię tego typu rzeczy przy śmietniku, to na drugi dzień wszystko będzie rozgrzebane, rozwleczone, a ja będę musiała posprzątać.

      Usuń
    3. Szkoda, u mojej mamy w bloku , dziesieciopietrowym , jest taki podest na klatce - i tam ludzie zostawiaja rozne rzeczy, od ubran , po szkla, ceramike, zabawki , przedmioty domowe juz nieuzywane, sprzet wszelaki, itp. Wszystko znika w ciagu pol godziny! I ja tam powystawialam rzeczy rozne rozniste po mamie, ktorych juz nie bedziemy potrzebowac. Nigdy nie wystawiam butow, kapci, bielizny uzywanej itp - ze wzgledow higienicznych, ale wszystko inne jak najbardziej. Ludzie chetnie biora. Jednak osobistych ubran po mamie tam nie polozylam, gdybym zobaczyla je rozwloczone po klatce , serce by mi chyba peklo. Najpierw byly kuzynki , wybraly sobie co im sie podobalo, fajna kurteczke dostala tez moja przyjaciolka , a reszta poszla do kosciola i Caritasu. Pare rzeczy zostawilam sobie , moja mama miala duzo awangardowych rzeczy, bede miala po niej pare fajnych spodnic, bluzek, czapke z daszkiem i atlasowy , dlugi, srebrny szal na " wyjscie"...I czarna siatkowa kurteczke :)) A najbardziej cieszy mnie duza indyjska skorzana torba , wytlaczana w slonie i do tego plaska saszatka. Pamietam jak mama to kupila " spod lady" w czasach PRL-u - i ta torba byla w domu od mojego dziecinstwa 😍 Mama tez musiala miec do niej sentyment, bo tej jednej sie nie pozbyla .. Asia

      Usuń
  4. Oczywiście że mam takie zapasy. Ale stwierdziłam też u siebie chorobę psychiczną polegającą na tym że wszystkiego mi szkoda wyrzucić... bo ze wszystkim wiążą się jakieś wspomnienia. Bo ten obrus to Mamy a tamta serwetka to od najlepszej przyjaciółko.... itd.
    No i nic się nie zmienia i szafy ciągle pełne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jagódko, ta choroba to "sentymentalizm życiowy".😀 Jest to choroba nieuleczalna! Też na nią cierpię i dlatego piorę co jakiś czas nieużywane obrusy i serwetki. Bez żalu wyrzucam to, co sama kupiłam. To co po Mamie zostawiam. Mam nawet szklanki, z których Mama piła kawę i ulubioną koszulę Taty. I stylonową chustkę na głowę Babci. Ale to nie zajmuje w szfie dużo miejsca...

      Usuń
  5. Oj, mialam, mialam bo przeciez zawsze mieszkalam w swoim domu gdzie to kazdy pokoj byl umeblowany, udekorowany, a nawet mialam lata takie ze posciel lozek w kilku sypialniach zmienialam wedlog sezonow, lzejsza w lecie, grubsza w zimie. Obrusow mialam kilka ale zajmowaly malo miejsca , natomiast recznikow pewnie ze 40, bo zawsze mialam dwie lazienki, osobne reczniki dla gosci, inne dla nas, w dodatku goscie z Florydy lubili grube , puchate, goscie z Bostonu cienkie. Nawet te oznaczylam by zawsze gosc uzywal swoich a nie czyichs bo wszystkie moje reczniki byly tego samego koloru, kremowe wiec bylo latwo pomylic. Po smierci meza sprzedajac dom musialam 90 % dobytku pozbyc sie i wtedy segregujac przekonalam ile to moj dom zawieral roznosci. Nawet i teraz, po tak duzej minimalizacji widze ze mam za duzo ubran a zwlaszcza butow.
    U mnie , poza takimi pojemnikami znajdujacymi sie na parkingach sklepowych na ubrania i buty mozna wszystko co niepotrzebne wywozic do sklepu uzywanych rzeczy. Bardzo wygodne a biora wszystko, nawet meble malego rozmiaru - glownie wygoda dla rodzin biedniejszych bo w takich sklepach moga kupic rzeczy w dobrym stanie za centy.
    Zatrzymalam troche krysztalow i porcelany otrzymanych od rodzicow ale nie jestem pewna czy po mej smierci corka je zatrzyma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Likwidując dom meble po prostu rozdałam. Zabrałam jeden mały stolik i jedną lampkę. Reszta poszła do ludzi. Zabrałam też ręczniki, ścierki - sama nie wiem dlaczego, bo swoich miałam wystarczająco dużo. Zabrałam większość książek. Zastawą stołową, pościelą podzieliłam się z kuzynką.
      Teraz "czyszczę" swoje szafy.

      Usuń